Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„CHCĄ ZBURZYĆ NASZ RODZINNY DOM”

Aktualności

15.04.2019 11:45

 Zaprzysiężenie Unii Lubelskiej. Część cyklu dzieł historycznych namalowanych w 1938 r. przez członków Bractwa św. Łukasza z Kazimierza Dolnego na Wystawę Światową w Nowym Jorku.

 

 

 

Zaprzysiężenie Unii Lubelskiej. Część cyklu dzieł historycznych namalowanych w 1938 r. przez członków Bractwa św. Łukasza z Kazimierza Dolnego na Wystawę Światową w Nowym Jorku.


2019 – rok Unii Lubelskiej w kontekście Unii Europejskiej 

 

Prof. Andrzej Nowak

 

Polska – jedno z najważniejszych dla nas pojęć, bardzo bliskie pojmowania rodzinnego domu, nasza ojczyzna ziemska, którą dziedziczymy przez pokolenia od ponad 1000 lat. Nasz polski dom został zbudowany – rękami naszych przodków – z cegieł wypalanych w piecu kultury europejskiej, tradycji europejskiej, starszej od Polski, w której jednak i Polska wyrosła. To połączenie polskości i europejskości jest nam dane od początku, od chrztu. Ale czy Europa może być dla nas domem w takim samym stopniu jak Polska, jak Ojczyzna? Czy może zastąpić Polskę jako nasz dom? To jest pytanie bardzo ważne, powiedziałbym fundamentalne. Jest ono dziś stawiane wielokroć w sposób przewrotny, taki, by sugerować odpowiedź, by przekonać nas, że stary dom, właśnie owa Polska – dla innych to może być kraj taki jak Węgry, jak Hiszpania, jak Włochy, jak Francja… – że te wszystkie „stare” domy są już zmurszałe, niepotrzebne, że nie są dla nas wygodnym pomieszczeniem, nie są w istocie domami.

W oficjalnym przekazie brukselskim mówi się dzisiaj o Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie jako o koncepcji, która ma zastąpić, zniwelować, ostatecznie usunąć tożsamości związane ze „starymi” domami, z anachronicznymi narodami, bowiem te uznane zostały za niebezpieczną przesłankę do wojny, do konfliktów międzypaństwowych. Ich istnienie zmusza – w takim ujęciu – wyłącznie do pilnowania granic, zza których, łypiąc groźnie okiem i trzymając pałkę w ręku, myślimy tylko o tym, jak uderzyć tą pałką sąsiada. Taka wizja Europy jest niestety bardzo nieuczciwym uproszczeniem historii.

Wspominałem już o tym kiedyś szerzej, pozwolę sobie teraz krótko do tego nawiązać, że jakimś symbolem dzisiejszego projektu Unii Europejskiej jest Dom Historii Europejskiej w Brukseli. Zbudowany za pieniądze podatników z całej Europy kosztował 50 mln euro, powstał przy brukselskim parlamencie. To „Dom”, w którym nie znalazło się miejsce dla najwybitniejszych myślicieli europejskich, nie znalazło się miejsce dla żadnego z wybitnych pisarzy naszego kontynentu, nie ma tam ani Szekspira, ani Moliera, ani Cervantesa ani, można powiedzieć: oczywiście, Mickiewicza. Nie ma ich. Nie ma żadnego z wielkich kompozytorów europejskich, nie ma ani Bacha, ani Mozarta, ani Chopina. Nie ma gotyckich katedr, nie ma niczego, co mogłoby się kojarzyć dobrze z Europą – przed Unią Europejską. Dobra Europa zaczyna się bowiem dopiero po 1945 r., wraz z pomysłem UE, a jedynymi, można tak powiedzieć, zapowiadaczami tej pięknej przyszłości są Karol Marks oraz jego uczniowie i następcy. Kościół oraz narody znalazły się na ławie oskarżonych jako główni winowajcy wszelkiego zła w całej przeszłości Europy.

A więc okazuje się, że UE to ma być sposób na zastąpienie starej, złej tożsamości, która opiera się na dwóch fundamentach uznanych nie tylko za zmurszałe, ale za z gruntu złe, zatrute: na narodzie i na religii chrześcijańskiej jako podstawie tożsamości kulturowej Europy nieadekwatnej do nowego, posthistorycznego etapu.

Warto porównać obecny eksperyment pod tytułem „Unia Europejska” z tym – także przecież swoistym eksperymentem historycznym, który miał miejsce wieki temu, i trwał również o wieki całe dłużej od obecnej Unii. Nowy twór, Unia z przełomu XX i XXI wieku już się rozpada. Wciąż o tym przecież teraz mówimy: jeden z krajów w Unii najważniejszych, największych i obdarzonych (obok Islandii, Polski i Węgier) najdłuższą tradycją demokratyczno-parlamentarną w Europie – Wielka Brytania – opuszcza szeregi wspólnoty. A więc ta nowoczesna unia już się rozpada w – zależy, jak liczyć – trzeciej lub szóstej dekadzie swojego istnienia. Tymczasem unia polsko-litewska, a de facto polsko-litewsko-ruska (ruska, od Rusi, nie rosyjska), trwała ponad 400 lat!

W tym roku będziemy obchodzili ważną, piękną 450-tą rocznicę centralnego punktu w historii tej unii: jej zawarcia w ostatecznym kształcie i zaprzysiężenia 1 lipca 1569 roku w Lublinie. Unia Lubelska niejako wieńczyła proces zbliżenia – użyję słowa może źle brzmiącego po polsku, ale słowa, które tu pasuje –ucierania się, uporczywego, długiego ucierania się racji, punktów widzenia. Aż uzyskano zgodę na głębszą unię, taką, która miała przetrwać jeszcze kolejnych ponad 220 lat. Bo trzeba przypomnieć, że Unię Lubelską poprzedzały 184 lata trwania powołanych już wcześniej unii – od Krewa (1385), przez Horodło (1413), Mielnik (1501), aż właśnie po Lublin.

Unia, którą chcemy rzetelnie zawierać za zgodą zainteresowanych, z uwzględnieniem ich interesów, nie może być unią narzucaną odgórnie, nie może być unią przyspieszaną. Proces zbliżenia potrzebuje czasu. Czasu na zrozumienie, przeanalizowanie, wyjaśnienie, czy faktycznie warto być razem w takiej właśnie gromadzie, czy może jednak lepiej być osobno. Dopiero 184. roku istniejącej już unii polsko-litewskiej dochodzi do ostatecznego aktu jej pogłębienia, do zawarcia Unii Lubelskiej. Jak ona brzmi? To jest w sumie 19 punktów, nie będę ich tu wszystkich przytaczał, chociaż to nie jest długi akt, mieści się na jednej, dużej co prawda, karcie pergaminowej. Przywołam najważniejszy punkt, trzeci: „Iż już Królestwo Polskie i Wielgie Księstwo Litewskie jest jedno nierozdzielne i nie różne ciało, a także nie różna, ale jedna a spólna Rzeczpospolita, która się z dwu państw i narodów w jeden lud zniosła i spoiła”.

Na kilka pojęć w tym 3. punkcie unii lubelskiej chciałbym zwrócić uwagę. Po pierwsze samo pojęcie Rzeczpospolitej, pierwszy raz wprowadzone do dokumentu tej rangi. Państwo polsko-litewskie to rzeczpospolita, czyli rzecz ludu, rzecz wspólna obywateli. Druga sprawa, bardzo istotna, to pojęcia narodu i ludu, bo obydwa tutaj występują. Rzeczpospolita zrosła się z dwóch państw i dwóch narodów, czyli z narodu polskiego i litewskiego, tak trzeba to rozumieć, ale zostaje uszanowana tożsamość każdego z tych państw, tak samo, jak ich tradycja, urzędy etc. Ale jednocześnie tworzy się jeden lud w znaczeniu „obywatele”. Obywatele, którzy tworzą razem wspólną Rzeczpospolitą; oni są właścicielami, jeśli można tak powiedzieć, a zarazem sługami Rzeczypospolitej, jednej republiki.

Zastanówmy się pokrótce nad tym, jak Unia Europejska rozumie pojęcie rzeczypospolitej, pojęcie narodu i jak chce kształtować stosunki między mieszkańcami UE, szczególnie w kontekście ich prawa do obywatelskiej reprezentacji w strukturach decyzyjnych wspólnoty.

Trudno nie zauważyć logicznego, przyczynowo–skutkowego związku kryzysu współczesnej cywilizacji zachodniej, o czym znakomicie pisze prof. Roszkowski w swej najnowszej książce „Roztrzaskane lustro”, z kryzysem Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie. W tym momencie wspaniale wspomoże nas myśl św. Jana Pawła II zaczerpnięta z encykliki „Evangelium vitae”: „Demokracja jest środkiem, a nie celem. Jej wartość rodzi się lub zanika wraz z wartościami, które ona wyraża”. I wydaje mi się, że znakomicie można tę uwagę, głęboką uwagę dotyczącą sensu, lub bezsensu, demokracji odnieść do pojęcia unii: „Unia jest środkiem, a nie celem, a jej wartość rodzi się lub zanika wraz z wartościami, które ona wyraża”.

Musimy zatem zapytać, jakie wartości reprezentowała i jaki cel miała osiągnąć Unia Lubelska, a jakie wartości preferuje i jaki cel chce osiągnąć UE w jej dzisiejszym kształcie. Unia Lubelska nie była zbudowana tylko na wartościach, choć absolutnie ich nie pomijała, będzie jeszcze o tym mowa. Unia ta, jak i każda inna, była tworem politycznym, której członków najbardziej motywowało do współdziałania zagrożenie zewnętrzne (najpierw Zakon Krzyżacki, a potem rosnące w siłę Księstwo Moskiewskie). Bezpośrednią przesłanką do zawarcia ściślejszej unii w Lublinie była właśnie agresja moskiewska, trwająca już ponad 75 lat, niemal bez przerwy, która uszczuplała, odrywała po kolei od Wielkiego Księstwa Litewskiego coraz większe obszary.

Litwa nie była w stanie poradzić sobie z tym sama; straciła już 1/3 terytorium na rzecz agresywnego imperializmu moskiewskiego. Królestwo Polskie łożyło coraz większe środki pieniężne na to, żeby Litwę obronić. Reforma wewnętrzna (był to tzw. ruch egzekucyjny), która dokonywała się wtedy w Koronie Królestwa Polskiego, postawiła sobie za jeden z celów właśnie lepsze spojenie z Wielkim Księstwem Litewskim, żeby skuteczniej radzić sobie z zewnętrznym zagrożeniem. W roku 1563 Iwan Groźny zajął Połock, wielką twierdzę i gród – już nie tak daleko od Wilna, trzy-cztery dni drogi pokonywanej przez konnego. W tej sytuacji przyspieszyły rozmowy o pogłębieniu sojuszu, chociaż była część wielkich panów litewskich, która tego nie chciała; obawiali się o swoje przywileje, które posiadali wewnątrz Wielkiego Księstwa Litewskiego, o zachowanie swojej dominacji nad szlachtą, która równych z nimi praw w Wielkim Księstwie nie miała. I tu okazała się bardzo skuteczna inna część traktatu, nie związana bezpośrednio z zagrożeniem zewnętrznym, ale – z wartościami.

W Koronie Królestwa Polskiego od dawna rozwijała się kultura obywatelska, a wraz z nią prawa dla tych, którzy ją podzielali, którzy byli do niej zaproszeni.W roku 1563 król Zygmunt August nadał ostatecznie pełne prawa szlachcie prawosławnej. Prawa dla prawosławnych istniały oczywiście od dawna, były stopniowo, przez kolejne dekady, poszerzane wewnątrz państwa polsko-litewskiego, w którym dominował katolicyzm. Zygmunt August ostatecznie zakończył ten proces, dając wszelkie, bez żadnych wyjątków prawa szlachcie prawosławnej, a prawosławie było wszak wyznaniem większości mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego. Szlachta z terenów dzisiejszej Białorusi i Ukrainy była w ogromnej części prawosławna.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum