Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„CENA PATRIOTYZMU”

Aktualności

17.12.2018 12:52

Minister Antoni Macierewicz corocznie jest gościem organizowanego przez wydawnictwo Biały Kruk Dnia Patrioty, który odbywa się w Auli św. Jana Pawła II na terenie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Fot. Michał Klag

 

 

 

Minister Antoni Macierewicz corocznie jest gościem organizowanego przez wydawnictwo Biały Kruk Dnia Patrioty, który odbywa się w Auli św. Jana Pawła II na terenie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Fot. Michał Klag

 

Grozi nam imperium rosyjsko-niemieckie

 

Antoni Macierewicz

 

 

Na problem postawiony w tytule można spojrzeć z osobistego punktu widzenia i każdy, kto po 1945 roku podejmował działania patriotyczne, doświadczył, jak wysoka czasami bywała cena takich decyzji. I tak było zawsze, choć często wydaje się nam, że jest to tylko nasze doświadczenie. Józef Piłsudski po odejściu z wojska wymuszonym przez jego przeciwników w 1923 roku w słynnym przemówieniu z 3 lipca wygłoszonym w sali Malinowej hotelu Bristol tak mówił o własnym doświadczeniu:
„Był cień, który biegł koło mnie, – to wyprzedzał mnie, to zostawał w tyle. Cieniów takich było mnóstwo, cienie te otaczały mnie zawsze, cienie nieodstępne, chodzące krok w krok, śledzące mnie i przedrzeźniające. Czy na polu bitew czy w spokojnej pracy w Belwederze, czy w pieszczotach dziecka, cień ten nieodstępny koło mnie ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego, co szczędzić trzeba – rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl odwrotnie – ten potworny karzeł pełzał za mną, jak nieodłączny druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów, to obcego, to swego państwa, krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesłychane historie, ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski.(…) Idzie o jakieś niesłychanie obrzydłe zjawisko duszy ludzkiej, która w ten sposób postąpić może. Potworny karzeł wylęgły z bagien rodzimych. Bity po pysku przez każdego z zaborców, sprzedawany z rąk do rąk, płatny”.

Cena patriotyzmu: strategia niepodległościowa!
Ale można na ten problem spojrzeć też z innej perspektywy, z perspektywy narodowej, państwowej. Patriotyzm to miłość Ojczyzny i gotowość działania dla Ojczyzny. Ta miłość i gotowość nie mogą być pustą deklaracją, odświętnym gestem. Ta miłość jest wymagająca. Dla polityka oznacza to wymóg działania dla niepodległości Polski, jako WARTOŚCI najwyższej. I tu nie powinno być żadnej taryfy ulgowej... Można się pomylić, można błądzić, ale nie wolno zdradzić! Choć trzeba mieć świadomość, że po to i dlatego jest się politykiem, by błędy i pomyłki eliminować, a ten, kto popełnia stale te same błędy, po prostu jest złym politykiem – nawet jeśli ma doraźne spektakularne sukcesy. Jego wysiłki zamiast wzrostu polskiej mocy mogą doprowadzić do zmarnowania wielkich szans i wielkich nadziei.
Dzisiejsze państwo polskie jest owocem walki, wysiłku i poświęcenia wielu pokoleń. Jego utrzymanie i umocnienie ma znaczenie fundamentalne i nie może ograniczać się do gry partyjnych interesów. I dlatego strategia niepodległościowa ma tak wielkie znaczenie.
Umocnienie narodu, jego wiary i tożsamości, gotowość walki za Ojczyznę, rozwój gospodarki, odbudowa przemysłu, wojska – to wielkie cele i na dalszą metę od ich realizacji zależą nasze losy. Ale dzisiaj wszystko waży się na szali wydarzeń i wyborów międzynarodowych, dzisiaj decyduje się, czy w ogóle Polska będzie państwem, czy też swoją państwowość utraci. Dziś rozstrzyga się, czy Polska stanie się fragmentem innej międzynarodowej struktury o liberalno-antychrześcijańskiej ideologii, czy też wywalczy na arenie międzynarodowej status niepodległego państwa, samodzielnego aktora sceny politycznej. W tej kwestii błędu nie można popełnić. W przeszłości za taki błąd płaciliśmy straconymi latami, milionami polskich uchodźców szukających pracy za granicą, zniszczonym przemysłem, demoralizacją elit i społeczeństwa. W ciągu ostatnich trzech lat odzyskaliśmy zdolność kształtowania naszego państwa i decydowania o własnym losie. Nie zmarnujmy tego wielkiego dobra, które odziedziczyliśmy po naszych przodkach i wywalczyliśmy wysiłkiem i poświęceniem całego narodu w ostatnich trzydziestu latach...
Skupię się więc na analizie polskiej strategii niepodległościowej, bo ona zdecyduje o tym, czy Polska utrzyma państwo czy też – jak bywało to w ostatnim stuleciu już wielokrotnie – zmarnuje szanse na jego odbudowę. Myli się ten, kto widzi problem wyboru strategii niepodległościowej jako prostą kontynuację walki, która doprowadziła do odzyskania niepodległości. Często postrzegamy tę kwestię jako przedłużenie działań Dmowskiego, Piłsudskiego, ruchu narodowego, ruchu niepodległościowego, etc., etc. To błąd, bo czym innym jest odzyskanie niepodległości po stu dwudziestu trzech latach niewoli, a czym innym jest budowa i rozwój niepodległego państwa polskiego.

Orwellowska pułapka
W ciągu ostatnich lat – jeśli chodzi o strategię geopolityczną – znaleźliśmy się w zupełnie nowej rzeczywistości, innej niż ta, która zaczęła się atakiem Rosji i Niemiec na Polskę. Nie ma już podziału na dwa wielkie bloki łączące z jednej strony wolne narody, a z drugiej więźniów komunizmu. Nie ma też struktury, która wyrosła z II Wojny Światowej, układów jałtańskich i maltańskich lat 1945–1988, nie ma wielkich, globalnych wyzwań jednoczących różne narody walczące przeciwko komunizmowi. Unia Europejska jawiła się nam jako sojusznik USA, organizacja wzmacniająca siłę obrońców niepodległości narodowej, wolnej gospodarki opartej na własności prywatnej i sprawiedliwości gwarantowanej przez silne państwo narodowe, wartości chrześcijańskich i demokratycznych zasad.
Tego świata już nie ma. Oczywiście jest Unia Europejska i jest Polska, która ma tam swoje miejsce określane przez Konstytucję RP. Bo Unia, jaką Polska zaakceptowała i za którą Polacy głosowali w referendum z 2004 roku, to był związek suwerennych narodów i niepodległych państw. Ta kwestia została rozstrzygnięta przez polski Trybunał Konstytucyjny w 2010 roku w odpowiedzi na wniosek grupy posłów, których miałem zaszczyt reprezentować. Polska jest wobec takiej Unii lojalna i oczekuje wzajemności. Ale ta Unia właśnie odchodzi w przeszłość.
Dziś kanclerz Niemiec Angela Merkel mówi nam otwarcie, że mamy zrezygnować z naszej niepodległości i suwerenności narodowej, prezydent Francji Emmanuel Macron ogłasza, że europejska armia, która miałaby powstać, może być użyta do walki z USA, Trybunał Sprawiedliwości staje się gwarantem postkomunistycznego dyktatu w polskim sądownictwie, a Parlament Europejski potępia polski patriotyzm i chce na nas wymusić porzucenie wartości chrześcijańskich. Demokrację i wolę narodu wyrażaną w wolnych wyborach chce się zastąpić sondażami, propagandą, dezinformacją i przekupstwem. Przed takim właśnie kierunkiem zmian przestrzegał wielki polski święty Jan Paweł II, przypominając, że demokracja bez wartości może obrócić się w system totalitarny. Dziś stajemy właśnie wobec takiego zagrożenia.
Jak w orwellowskich powieściach okazało się, że walcząc o najwyższe wartości znaleźliśmy się w świecie, w którym pod hasłem liberalizmu próbuje się narzucić nam antywartości! I to nie jest science-fiction czy kłamliwa, antyeuropejska propaganda. To od dawna przygotowywany plan, który dziś jest brutalnie wprowadzany w życie. Przed tym zalewem antywartości, zalewem cywilizacji śmierci może nas obronić jedynie ład oparty na współpracy i porozumieniu demokratycznych państw narodowych, ład, zgodnie z którym każdy ma obowiązek kształtować tak swój naród i swoje państwo, żeby było ono zdolne samo się obronić. I było zdolne, respektując prawa naturalne wyrosłe z Ewangelii, partycypować we wspólnym wysiłku całej społeczności międzynarodowej.

Doświadczenie II RP: geopolityka niepodległości
Analizując doświadczenia Polski z okresu odbudowy niepodległego państwa, warto zapytać o strategię Józefa Piłsudskiego i strategię jego znakomitych rywali. Wielki mit Marszałka – twórcy polskiej niepodległości skłania wielu do utożsamiania jego legendy z polską strategią narodową. Rzadko się jednak zastanawiamy, co było jej najważniejszym założeniem i czy dziś jest ona nadal aktualna. To samo dotyczy zresztą myśli politycznej oraz strategii rywali Piłsudskiego. Ci kontynuowali po prostu myśl Wychowawcy Narodu, Romana Dmowskiego z okresu odzyskiwania niepodległości. Budowali Polskę w oparciu o sojusz z Francją, zasadę niedrażnienia Rosji, wzmacnianie gospodarki i praworządności państwa, a zwłaszcza wysiłek kształtowania nowoczesnego narodu polskiego poprzez asymilację mniejszości (współpraca z mniejszościami była największym wyzwaniem II RP). Można by powiedzieć, że główne kierunki programu i pracy endecji to kierunki właściwe, którym należy przyklasnąć. Niestety, mogły one być realizowane tylko w stabilnym świecie przy zagwarantowanym bezpieczeństwie państwa polskiego.
Tymczasem okres po 1918 roku to nie był czas stabilnej rzeczywistości międzynarodowej. To była tylko krótka przerwa między dwoma wielkimi kataklizmami, które dotknęły zarówno Europę jak i cały świat. Wydarzeniem kluczowym dla przyszłości państwa polskiego, ale i wielką klęską Polski był ryski traktat pokojowy z 1921 roku kończący – za cenę zablokowania planów ofensywnych Józefa Piłsudskiego – wojnę polsko-bolszewicką. Tych planów, które po bitwie niemeńskiej, jesienią 1920 roku, wydawały się naprawdę realne. Niestety, politycy Stronnictwa Narodowego nie zrozumieli dramatyzmu ówczesnej sytuacji geopolitycznej i dążenia do zmiany sytuacji na wschodzie zostały zahamowane. Zresztą zamiary te zostały porzucone także przez ich autora, Józefa Piłsudskiego, który głęboko przeżył wojnę dwudziestego roku i uznał, że nie ma szans na sfinalizowanie swoich ambitnych planów.
Na czym one polegały? Jaka była strategia Józefa Piłsudskiego? Jej istotą była taka przebudowa geopolityki Europy Środkowo-Wschodniej, by raz na zawsze uniemożliwić odrodzenie imperializmu rosyjskiego. Gwarantem pomyślnej realizacji tych planów było utworzenie Federacji Europy Środkowej budowanej wokół Polski – nawet, jeśli wymagałoby to sojuszu z Niemcami.

Doświadczenie II RP: z Rosją przeciw Niemcom czy z Niemcami przeciw Rosji?
Strategia ta była wariantem alternatywy: z Niemcami przeciwko Rosji czy z Rosją przeciwko Niemcom. Alternatywy, która podzieliła naród na dwa wielkie obozy, co było konsekwencją struktury sytuacji geopolitycznej z okresu rozbiorowego. Ta strategia nas zawiodła. Zwłaszcza w części, która zakładała, iż działanie przeciwko imperializmowi rosyjskiemu razem z Niemcami jest możliwe. Strategia ta została zdezawuowana tak bardzo, że wykluczyła – chcę to raz jeszcze podkreślić, w odpowiedzi tym wszystkim, którzy do dzisiaj snują rozważania o możliwości sojuszu polsko-
niemieckiego u progu drugiej wojny światowej – wykluczyła na zawsze sojusz Polski i Niemiec oraz wspólny marsz na Moskwę. Nawet gdyby taka droga była realna, to z punktu widzenia narodowego oraz z powodu ówczesnego układu sił polityczno-społecznych w Polsce nie była możliwa do przyjęcia. Decyzje rządowe związane z przeciwstawieniem się agresji Niemiec były nie tylko wynikiem emocjonalnego stosunku do germanizacji z okresu rozbiorowego, ale także racjonalną konsekwencją wewnętrznego układu polityczno-gospodarczego w tamtym okresie.
Należy pamiętać, że obawy związane z zagrożeniem ze strony Niemiec wynikały z dążenia naszego sąsiada do odebrania nam nie tylko Śląska, ale także Wielkopolski i Pomorza. Polska bez Śląska, Pomorza i bez Wielkopolski nie byłaby Polską. W sposób oczywisty podobne obawy dotyczyły ewentualności sojuszu z Rosją sowiecką, który wprost zakładał utratę Kresów Wschodnich i wasalizację reszty państwa polskiego.
W tej sytuacji Józef Beck wybrał „diabelską alternatywę”: sojusz z Wielką Brytanią, który wyznaczał nam rolę zderzaka pozwalającego Zachodowi zyskać na czasie. Dzięki temu Polska znalazła się w obozie, który tę wojnę wygrał, choć niestety, my okupiliśmy to zwycięstwo drugą okupacją i de facto utratą niepodległości.

Nowa geopolityka
Czy dziś sytuacja jest odmienna? Czy Polska nadal jest uwięziona w alternatywie: z Rosją przeciw Niemcom czy z Niemcami przeciw Rosji? Czy jest miejsce na strategiczny sojusz z Niemcami lub z Rosją? Takie myślenie zakorzenione jest w polskiej myśli politycznej i tak sądzi wielu Polaków.
Amerykański politolog George Friedman, autor najbardziej nowatorskiej interpretacji dynamiki geopolitycznej Europy i świata, ostrzega USA przed konsekwencjami takiego myślenia. Friedman, pisząc swą książkę w czasach prezydentury Baracka Obamy, przestrzega rząd USA przed takim obrotem spraw, jako skutkiem rozczarowania Polaków wobec ewentualności prorosyjskiej polityki USA. Polacy, przypomina Friedman, zostali już raz oszukani przez zachodnich sojuszników w 1939 r. i pozostawieni na pastwę sojuszu rosyjsko-niemieckiego. Po raz drugi Polska została zdradzona przez USA w związku z budową tarczy antyrakietowej. Co ciekawe, Friedman zdaje się nie pamiętać o największej tragedii w nowożytnej historii Polski, jaką była zdrada Franklina Roosevelta, który już od konferencji w Teheranie w 1943 r. planował oddanie Polski we władanie Sowietów, co ostatecznie dokonało się w Jałcie w 1945 r.
To sprawiło, zdaniem Friedmana, że w świadomości polskiej obecna jest nieufność wobec Zachodu i gotowość do szukania alternatywnego rozwiązania dla sojuszu z USA – jeśli okaże się, że jest on jedynie grą mającą podbić stawkę w rokowaniach Ameryki z Rosją.
To realistyczny opis postawy Polaków. Ale, jak trafnie twierdzi Friedman, USA nie mają innej możliwości niż sojusz z Polską i trudno sobie wyobrazić cenę, jaką Moskwa mogłaby zapłacić Waszyngtonowi za porzucenie Polski. Friedman ma rację twierdząc, że w perspektywie sojuszu rosyjsko-niemieckiego tylko my mamy szansę skupić państwa i narody Europy Środkowo-Wschodniej i stworzyć polityczną przestrzeń uniemożliwiającą budowę euroazjatyckiego imperium. A takie imperium faktycznie zdolne byłoby rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym. Rzecz tylko w tym, że powstanie takiego imperium stwarza dla USA ryzyko ograniczenia dominacji na świecie, a dla Polski – oznacza likwidację naszego państwa i zniszczenie narodu. I o tej nierównowadze zagrożeń nie wolno zapominać!

 

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 6/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum