Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„BYLIŚMY ŚWIADKAMI POWTÓRKI Z TARGOWICY”

Aktualności

24.09.2019 13:02

Prof. Jan Tadeusz Duda, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na senatora, ojciec prezydenta Andrzeja Dudy. Fot. Leszek Sosnowski

 

 

 

Prof. Jan Tadeusz Duda, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na senatora, ojciec prezydenta Andrzeja Dudy. Fot. Leszek Sosnowski

 

 

Mamy obowiązek bronić autorytetu Kościoła oraz wiary
 
Z prof. JANEM TADEUSZEM DUDĄ,
kandydatem PiS na senatora, rozmawia Adam Sosnowski

 

 

Adam Sosnowski: Panie Profesorze, mówił Pan ostatnio, że jako Polacy powinniśmy być dumni i pewni siebie wychodzić w świat. Brakuje nam tego, jesteśmy zbyt nieśmiali, nie doceniamy samych siebie?

Prof. Jan Tadeusz Duda: Tak, za mało jeszcze chwalimy nasze osiągnięcia narodowe, ciąży na nas w dalszym ciągu polityka wstydu, która była narzucana Polakom za poprzednich rządów. Zadziwiające jest w tym kontekście na przykład, że w Warszawie nie ma jeszcze Łuku Zwycięstwa upamiętniającego Bitwę Warszawską, która była przecież wydarzeniem epokowym i ochroniła nie tylko nas, ale i Europę Zachodnią przed bolszewicką nawałą. Przecież my wtedy uratowaliśmy Zachód, bez nas nie byłoby go w dzisiejszym kształcie cywilizacyjnym i gospodarczym. W takich chwilach jak w 1920 r. liczy się duch. Rosjanom go brakowało, nasi przodkowie byli natomiast przepełnieni dumą narodową. To dawało siłę. Chcieli bronić Ojczyzny za wszelką cenę, do dziś powinni być dla nas wzorem. Tymczasem wiedza o tamtym w świecie jest niewystarczająca. Jako Polacy mamy wiele powodów do dumy z naszej historii. Proszę spojrzeć na Kazimierza Wielkiego, który w XIV w. zorganizował najbardziej nowoczesne państwo, zarówno pod względem administracyjnym, jak i infrastrukturalnym. Czas po rozbiciu dzielnicowym, ale także okres II Rzeczypospolitej są dowodem na to, że Polacy wiele potrafią, że prędko odradzają się po kryzysie. II RP powstawała z ruin, a jak szybko stanęła na nogach. Kiedy natomiast państwo nasze się psuło? Wtedy, gdy zaczynało rządzić coś, co nazywamy demokracją oligarchiczną, a co dziś przypomina mi tzw. demokrację liberalną. Słynna zasada liberum veto miała swoje istotne uzasadnienie w demokracji szlacheckiej I Rzeczypospolitej, bo umożliwiała wdrażanie decyzji sejmu, jako podjętych jednomyślnie. Ale z czasem stała się blokadą rozwojową wskutek rosnących wpływów oligarchii magnackich, które wymuszały na reszcie swoją wizję państwa patrząc jedynie na swoje prywatne interesy. Przez to upadła pierwsza Rzeczpospolita.

Nazwał to Pan podobieństwem do liberalnej demokracji, dzisiaj tak mocno forsowanej szczególnie w realiach polityki uprawianej na Zachodzie. Takiego pojęcia w XVIII w. jeszcze nie znano, ale uważa Pan, iż podobne mechanizmy funkcjonowały już wtedy?

Owszem, widzę tu analogię do idei demokracji liberalnej, gdzie środowiska elitarne, korporacje, nie podlegające skutecznej kontroli mechanizmów demokracji mogą ograniczać kompetencje organów obieralnych dla ochrony interesów mniejszości. To też jest potrzebne, ale środowiska te mogą też blokować decyzje istotne dla całości społeczeństwa, w imię własnych interesów. Demokracja silnie liberalna wymaga elit o wysokim poczuciu odpowiedzialności za losy państwa, a takich w moim odczuciu u nas brakuje. Dzisiejszym tego przykładem jest korporacja sędziów, która sama nie dopuszcza do siebie żadnego nadzoru zewnętrznego, a równocześnie może decydować o losach każdego obywatela. Po tym widać wyraźne tendencje oligarchiczne w tym środowisku.

Kolejną mniejszością, o której ostatnio jest głośno, są grupy gejów i lesbijek. W Polsce takich osób jest ok. 0,8%, lecz patrząc na raban, jaki robią przy wsparciu mass mediów, można odnieść wrażenie, że za każdym rogiem czyha działacz LGBT.

Zgadzam się z Panem, ale w tym przypadku nie mamy do czynienia z oligarchią, lecz z wojną kulturową, którą rozpoczęły środowiska lewicowe. Radykalna mniejszość próbuje narzucić swoją ideologię całemu społeczeństwu. Warto w tym miejscu podkreślić, że lewica rzeczywiście tę ideologię wyznaje, bo stanowi ona dla nich substytut religii, a celem głównym jest atak na rodzinę – stanowiącą fundament cywilizacji chrześcijańskiej. Dlatego właśnie wyolbrzymia się problem przemocy w rodzinie czy obdziera człowieka z godności oraz intymności, co szczególnie dotyka kobiety. Promuje się też bezdzietność, a dzieci są przedstawiane jako obciążenie i ograniczenie wolności. Pod żadnymi pozorami nie możemy przyjąć tej niszczycielskiej ideologii. Jako student na początku lat 1970. miałem okazję zapoznać się z pracami teoretycznymi skrajnej lewicy, które wydawały mi się wówczas zupełnie absurdalną imaginacją. Dzisiaj natomiast są już konkretem, przed którym musimy się bronić, gdyż te środowiska pozyskały mass media i osiągnęły zasięg globalny. Dlatego m.in. ubiegam się o miejsce w Senacie, by zapobiec ogólnopolskim akcjom deprawowania młodych ludzi i degradowania rodziny rozumianej jako związek naturalny kobiety i mężczyzny.

Na Zachodzie ideologia gender przyjmowana jest bez większych przeszkód, nawet teoretycznie chadeckie rządy w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech wprowadziły „małżeństwa” jednopłciowe.

I tu przestroga dla tych wszystkich, którzy sądzą, że lepiej być częścią „wielkiej” Europy, chociażby na peryferiach, niż budować własne, silne i suwerenne państwo – takie poglądy były rozpowszechnione już w XVIII wieku – skończyło się rozbiorami, niewolą i wyzyskiem. Słynne listy targowiczanina Seweryna Rzewuskiego mówiły przecież wprost, że nie ma już miejsca na takie samodzielne państwa jak Rzeczpospolita i dla Polaków będzie lepiej, jeżeli staną się częścią większego organizmu. Czy Panu czegoś to nie przypomina?

Oj, przypomina, przypomina… Tak nam było dobrze po 1795 r., że w każdym zaborze byliśmy obywatelami drugiej lub trzeciej kategorii karanymi nawet za używanie swego ojczystego języka. Nie mogę zrozumieć, jak to się dzieje, że dziś, po tych strasznych doświadczeniach, nie brakuje takich, którzy domagają się niemieckiej hegemonii. Taka nowoczesna targowica.

Otóż to, dzisiaj jesteśmy, a raczej do niedawna byliśmy, świadkami powtórki z targowicy. Ta analogia jest wyraźna i pokazuje ponadto, że brakuje nam refleksji historycznej. Unia Europejska miała być wspólnotą gospodarczą opartą na wartościach, a stała się unią polityczną o mocnym zabarwieniu lewicowym. A przecież Europa ma bardzo silny fundament chrześcijański, co do tego nie ma wątpliwości. Fundamentów zaś nie wolno naruszać w żadnym gmachu, bo runie.

Pan nie ma takich wątpliwości, ja nie mam, ale proszę wygłosić takie przekonanie w Berlinie, Brukseli czy Paryżu. Tam będą ogromne wątpliwości.

Na pewno, ale jeżeli uczciwie spojrzymy na historię Europy to zobaczymy, że to, co dobre, wynika z chrześcijaństwa, a kryzys wartości nastąpił wraz z laicyzującym świat Oświeceniem, które oceniam bardzo negatywnie, ponieważ doprowadziło do ubóstwienia umysłu człowieka, a w dalszej konsekwencji do komunizmu oraz narodowego socjalizmu. Te systemy sprowadzają się do tego, że chce się zza biurka wykreować jakoby lepszego człowieka, zaś nie pasujących do tej wizji wykluczyć czy nawet wymordować. Wolność, równość i braterstwo tylko dla tych, którzy są „na bazie i po linii”. Ta idea funkcjonuje do dziś, a zaczęła się wtedy, kiedy porzucono wartości chrześcijańskie. Tymczasem to właśnie chrześcijaństwo zapewniło Europie sukces cywilizacyjny, bo ono najbardziej służy rozwojowi człowieka. Opiera się bowiem na dbałości o swoją duchowość, o drugiego człowieka oraz na aktywnym działaniu społecznym. O dwu pierwszych mówi Kazanie na Górze, a o ostatnim przypowieść o talentach. To buduje człowieka odpowiedzialnego za siebie i otwartego na współpracę, i to w moim przekonaniu dało olbrzymi postęp cywilizacyjny.

Kandyduje Pan w tych wyborach do Senatu i jako nauczyciel akademicki szczególną uwagę poświęcając polskiej szkole; co jest z nią nie tak?

Szkoła powinna skoncentrować swoje wysiłki także na odkrywaniu talentów, a nie tylko na pielęgnowaniu tych talentów, które same się objawiły. Wiele dzieci z różnych powodów nie ma wielkiej siły przebicia, przeżywają różne trudności albo po prostu nie mają talentu np. do matematyki czy fizyki, ale za to posiadają inne umiejętności, np. zdolności organizacyjne czy wrażliwość społeczną – te umiejętności trzeba umieć wydobyć. Zajęcia pozaszkolne powinny być, według mnie, szczególnie premiowane, bo często właśnie tam, w ich trakcie, można dopiero odkryć u dzieci zdolności, które wcześniej się nie objawiały. Nauczyciele oczywiście powinni też lepiej zarabiać, ich pensja podstawowa jest obecnie niska. Myślę, że zaproponowane podwyżki pozwolą w znacznym stopniu rozwiązać ten problem. Niskie zarobki pedagogów prowadzą także do tego, że jest mało mężczyzn w zawodzie nauczyciela, bo to przeważnie mężczyzna chce tradycyjnie wnosić główny wkład w materialne utrzymanie rodziny, czego nie zmienią żadne quasi-nowoczesne feministyczne teorie.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum