Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„BRAKUJE RĄK DO PRACY, A MAMY PRZEROST BIUROKRACJI”

Aktualności

30.10.2019 10:36

Rys. Grzegorz Niedziela

 

 

 

Rys. Grzegorz Niedziela

 

Ciesząc się z sukcesu, trzeba widzieć zagrożenia

Z posłem PiS JANUSZEM SZEWCZAKIEM
rozmawia Leszek Sosnowski

 

Leszek Sosnowski: Gospodarka pięknie nam się rozwija, ale czy jest jednak faktycznie pozbawiona zagrożeń? Mnie na przykład bardzo niepokoi rosnący brak rąk do pracy. Likwidacja bezrobocia, która była priorytetem naszej polityki gospodarczej, posunęła się tak daleko, że teraz w dużych miastach, praktycznie w każdej branży, brakuje ludzi do pracy. Jest na to lekarstwo?

Janusz Szewczak: Obawiam się, że może być niestety jeszcze gorzej. Szacuje się, że pracowników fizycznych w takich branżach jak handel, budownictwo, drogownictwo czy gastronomia, brakuje obecnie co najmniej 200 tys. Z drugiej strony we wskaźnikach zatrudnienia w III kwartale widać stagnację, czyli – nie ma wzrostu zatrudnienia. Znam wielu przedsiębiorców, którzy mówią: „Biznes idzie mi bardzo dobrze, mógłbym sprzedać o 30 proc. więcej, ale nie bardzo mam kogo zatrudnić. A jak już ktoś przyjdzie, to żąda 5 tys. na rękę, a na to mnie nie stać”. Nawet Ukraińcy nie pracują na budowach za 2,6 tys. zł, czyli za płacę minimalną. Rozmowa zaczyna się od 4–5 tys. brutto, a jeśli ma jakieś lepsze kwalifikacje, cieśli, betoniarza czy zbrojarza, to pracę może sobie dowolnie wybierać.

Nie tylko pracowników fizycznych brakuje, ale przeróżnych fachowców o różnym poziomie wykształcenia. Co zrobić, żeby tych ludzi zdobyć? Teoria, że powrócą z Wielkiej Brytanii i będą pracować w Polsce, jest, uważam, nierealna.

Oczywiście. Podobnie jak nie do zaakceptowania jest teoria pochodząca z liberalnych środowisk pracodawców z Lewiatanem na czele, że sprowadzimy 200 czy 400 tys. muzułmanów z jakichś odległych krajów, np. z Bangladeszu, i to rozwiąże wszystkie nasze problemy na rynku pracy.

Jest to nie do zaakceptowania z różnych względów, także kulturowych. To byłby import społecznych konfliktów. Wydaje mi się, że bardziej bezbolesny będzie zabieg przesunięcia setek tysięcy ludzi zatrudnionych w biurokracji – w ministerstwach, urzędach gminnych, miejskich i wojewódzkich, samorządach itd. – na stanowiska produktywne w normalnych przedsiębiorstwach, w usługach. Setki tysięcy młodych, wykształconych ludzi marnuje się także w tzw. korporacjach, gdzie wykonują dosyć prymitywne prace, choć trochę lepiej płatne niż gdzie indziej.

Mamy wręcz gigantyczny w skali kraju przerost zatrudnienia na różnych stanowiskach urzędniczych. I to, o dziwo, nie w centralnych strukturach państwa, ale głównie w samorządowych. Masz więc teoretycznie rację proponując tu racjonalizację, ale nie jest to takie proste w praktyce. Oznaczałoby to bowiem znaczące zmiany warunków wynagrodzeń. Trudno będzie namówić kogoś, kto przekłada papierki między 8.00 a 16.00, żeby przeszedł do strefy produkcyjnej czy usługowej za pensję niższą niż ma urzędnik – bo ci przeważnie mają wyższe stawki. Pamiętajmy, że do płacy urzędnika liczy się również wysługa lat, ma on zagwarantowane przepisami regularne podwyżki i różne inne dodatki, związane choćby z waloryzacją pewnych świadczeń.

Jak będzie zarządzona redukcja zatrudnienia, nie będzie dyskusji. Na dobrowolność nie ma co w tym względzie liczyć. Zresztą płace w różnych branżach rosną dość szybko, więc ta różnica się wyrównuje.

Zobaczymy, czy pan premier skorzysta z twojej podpowiedzi... Zmniejszenie biurokracji będzie oznaczało oczywiście przyrost środków na inne potrzeby zaplanowane w budżecie.
Logicznie rzecz biorąc ten ciąg myślowy jest poprawny. Są jednak pewne mechanizmy czy bariery, które powodują, że choć coś wydaje się niezwykle sensowne i racjonalne, nijak nie może się przebić.

Przepraszam, ale my chyba nie jesteśmy Platformą, nie będziemy mnożyć urzędniczych etatów, żeby potem biurokraci głosowali na nasze ugrupowanie. Zresztą i tak nie zagłosują.

Jak widać, Platforma ma się całkiem nieźle, jeśli chodzi o społeczne wsparcie, mimo iż wszystko robili, aby zarobki Polaków – poza nielicznymi – nie szły w górę, mimo że strzelali kulami gumowymi do górników, którzy w Jastrzębiu domagali się wyższych wynagrodzeń. Widać wyraźnie, że nie wszyscy jednak doceniają pewne rozwiązania socjalne, potrzebne i istotne, o wymiarze nie tylko materialnym, ale też godnościowym, które przez ostatnie 4 lata skutecznie napędzały koniunkturę gospodarczą, konsumpcję, sprzedaż detaliczną itd.

Inne zagrożenie dla Polski płynie z Brukseli, która naszym kosztem postanowiła ulepszyć klimat na Ziemi.

Niestety, koszty energetyczno-klimatyczne będą nas coraz bardziej obciążać. Będziemy poddani presji Brukseli i rzekomej neutralności klimatycznej, wywieranej na kraje, które opierają swą energetykę na węglu. Spowoduje to wymóg racjonalizacji kosztów z tym związanych. Jeśli mielibyśmy dostosowywać się do nacisków ekoterrorystów czy zielonych, musielibyśmy znaleźć gdzieś natychmiast ok. 200 mld złotych. A trzeba podkreślić, że robimy, jak na nasze możliwości, dosyć wiele, jeśli chodzi o ochronę środowiska. Wcale nie jesteśmy jacyś zapóźnieni ekologicznie.

Pojawia się tu zasadnicze pytanie: czy faktycznie winien jest tylko węgiel, czy szuka się kozła ofiarnego? Kiedy wyjrzę przez okno, od wczesnego rana do nocy widzę tam w korkach setki, tysiące samochodów. Tak jest w setkach tysięcy miejsc w Polsce i na świecie. Kto więc wytwarza to ocieplenie klimatu: kilkadziesiąt elektrowni węglowych, przeważnie już nowoczesnych, czy grzejące się dzień i noc gorące silniki samochodowe, których jest na świecie już 1,1 mld? Bruksela nie publikuje danych o ilościach ciepła (i spalin) przez nie wydzielanych, bo nie chce zadzierać z wszechwładnym lobby samochodowym. Z tym węglem to jest ewidentne oszustwo.

Według mnie walka z ociepleniem klimatu to jakaś nowa quasi-religia, ideologia bardzo podobna do LGBT. Są to dwie sprawne maczugi do rozwalania głów wszystkim, którzy podpadną. Przecież te zmiany klimatyczne są uzależnione od wielu aspektów, nie tylko od CO2.

Przede wszystkim nie tylko od działalności człowieka.

Szacuje się, że wpływ działalności człowieka stanowi tu kilka, inni mówią kilkanaście, procent. Ludzie jakby nagle zapomnieli, że są na świecie wulkany i źródła metanu, że jest Golfsztrom. Następuje przebiegunowanie Ziemi, objawiające się przekrzywieniem jej pionowej osi obrotu. Zgodnie z teoriami bardzo poważnych naukowców, stało się tak dlatego, że Chińczycy wylali w Azji już tyle betonu, że nadmiernie obciążyli z tamtej strony Ziemię, oraz że Indie wypompowują spod ziemi monstrualne ilości wody dla celów rolniczych i hodowlanych. Ziemia z tych dwóch powodów zaczęła się inaczej obracać, powodując zupełnie niespotykane efekty klimatyczne. Wielkie światowe farmy hodowlane też mają niemały wpływ na tworzenie gazów cieplarnianych. Remedium na to ma być jedzenie robaków albo sztucznego mięsa, które zaczyna się już produkować w dużej ilości.

Stoi za tym wszystkim wielki światowy biznes.

Oczywiście. Stoi za tym chęć wykiwania tych, którzy mają jakieś własne zasoby i w związku z tym mogą lub chcą być niezależni. To jest nowy rodzaj ekspansji wielkich, którzy chcą jeszcze więcej zarobić. To się oczywiście wiąże z coraz wyższymi cenami energii. Niemcy np. w tej chwili podnoszą je po raz kolejny.

Trzeba wiedzieć, że w Niemczech są wielkie upusty tych cen dla przemysłu.

Ale to osoby indywidualne ponoszą w dużej mierze koszty tej ekologicznej „zabawy”. Bardzo drogie technologie odnawialnej energii pokrywane są z kieszeni zwykłych ludzi. Zresztą Niemcy nie bardzo się tym wszystkim przejmują, gdyż nadal budują u siebie kopalnie węgla brunatnego wycinając lasy. Im samym to nie przeszkadza, im to przeszkadza u innych. W zeszłym roku w grudniu udało się naszemu rządowi zatrzymać podwyżki energii elektrycznej. Jak jednak spowodować, żebyśmy tych ekstremalnych kosztów odnawialnej energii nie ponosili? Żeby miało to cechy racjonalności ekonomicznej? Być może spółki energetyczne powinny prowadzić badania naukowe na szerszą skalę, idące np. w kierunku gazyfikacji węgla czy nowych rozwiązań wodorowych.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 10/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum