Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„AUSTRIACKI ‘DANSE MACABRE’, PO KTÓRYM WIRUS WYPEŁZŁ NA EUROPĘ”

Aktualności

28.04.2020 10:31

„Après-ski” to określenie dzikich imprez w austriackich kurortach zimowych. Na malutkiej przestrzeni gromadzi się tam mnóstwo osób. Fot. Wikimedia

 

 

 

„Après-ski” to określenie dzikich imprez w austriackich kurortach zimowych. Na malutkiej przestrzeni gromadzi się tam mnóstwo osób. Fot. Wikimedia

 

 

 

Skutki hedonizmu i politycznej nieodpowiedzialności

Adam Sosnowski

 

 

Ischgl to malutka, urocza austriacka miejscowość położona w Tyrolu, niedaleko granicy z Włochami. Na co dzień żyje i pracuje tam nie więcej niż 1500 osób, ale w sezonie zimowym turystów zjeżdża się aż 10 razy więcej. Zatem w tej małej wiosce przebywa wtedy równocześnie blisko 15 tys. ludzi; przez cały sezon przewija się ich blisko dwa miliony! Ischgl to jedno z najbardziej ekskluzywnych miejsc dla miłośników narciarstwa alpejskiego, na których czeka tam 250 km tras zjazdowych, blisko 50 wyciągów oraz luksusowa infrastruktura hotelarska i sportowa. Co więcej, tyrolska wieś jest położona na trasie tranzytowej Niemcy – Austria – Tyrol Południowy (Włochy)/Szwajcaria, co wraz ze znakomitymi warunkami do uprawiania sportów zimowych sprawiło, że w ostatnich dekadach Ischgl siedziało wprost na żyle złota. Aż do marca tego roku, kiedy również tam pojawił się mikroskopijny, niewidoczny gołym okiem wróg, który od tygodni spędza nam sen z powiek. Chodzi, oczywiście, o wirus SARS-CoV-2. Szacuje się, że z austriackiego Ischgl wyszło na całą Europę tysiące zakażeń.
Rekonstrukcja wydarzeń owych marcowych dni jawi się niczym zapis rażącej niekompetencji i beztroski, a także nieodpowiedzialnego hedonizmu.

A orkiestra grała dalej…
Już 25 lutego oficjalnie podano, że w Austrii odnotowano dwa pierwsze przypadki zarażenia koronawirusem. Było to w Innsbrucku, stolicy Tyrolu, oddalonym o 100 km od Ischgl. W kolejnych dniach pojawiali się w naddunajskim kraju kolejni zarażeni, ale do szpitali przyjmowano tylko najcięższe przypadki. Reszcie pacjentów nakazano kwarantannę domową oraz kontakt telefoniczny z przychodnią.
Według austriackich mediów władze Tyrolu już 29 lutego mogły wiedzieć, że w ich landzie zaczyna się rozwijać poważne siedlisko koronawirusa, co zresztą nie dziwi, gdy się spojrzy na mapę. Tyrol ma szeroką granicę z północnymi Włochami, gdzie pod koniec lutego było już ponad 1100 zakażonych, odnotowano 29 zgonów, a przyrost nowych chorych następował lawinowo. Nie powodowało to jednak żadnych reakcji ze strony austriackich władz. Turystyka narciarska w Tyrolu dalej funkcjonowała normalnie, a granice pozostały otwarte. Do Ischgl codziennie wjeżdżało i wyjeżdżało stamtąd tysiące ludzi.
Na początku marca 15-osobowa grupa narciarzy z Islandii po powrocie z Ischgl do domu przeszła odpowiednie testy i okazało się, że są zarażeni koronawirusem. Rząd Islandii zareagował natychmiast – 4 marca ogłosił Ischgl jako rejon najwyższego ryzyka, na równi z Iranem oraz chińskim Wuhanem. Główny epidemiolog Islandii Thorolfur Gudnason wysłał ostrzeżenie do odpowiednich służb w Wiedniu, a także umieścił notę w europejskim systemie „Early Warning Response System”, którego zadaniem jest zapobieganie rozpowszechnianiu się chorób zakaźnych. Poza tym rzecznik policji w Reykjavíku Vidir Reynisson zaalarmował międzynarodowe media, udzielając im stosownego wywiadu. Strona islandzka ostrzegła Tyrol również przed tym, że 15 zakażonych osób nie podróżowało jako jedna grupa – mieszkali w różnych hotelach i nie kontaktowali się ze sobą. Wskazywało to zatem, że zarazili się w różnych miejscach, a więc nosicieli koronawirusa już w tym momencie w Ischgl musiało być wielu.
Tyrolski land tymczasem dalej nie widział problemu i twierdził, że Islandczycy zarazili się nie w Austrii, lecz w samolocie w drodze powrotnej do Reykjavíku. Uznano ponadto, że zakażenie w Austrii jest „wysoce nieprawdopodobne”.
Minęło pięć kolejnych dni. Włochy zdążyły w tym czasie zamknąć wszystkie swoje tereny narciarskie i zakończyły zimowy sezon turystyczny. W malutkim Ischgl tymczasem 10 marca oficjalnie było już 16 zakażonych, a barman z owianej już teraz w całej Austrii złą sławą knajpy „Kitzloch” zaraził kolejnych 15 osób, w tym cały personel. Reakcji na to ze strony władz dalej jednak nie było. Przewodniczący Związku Turystycznego w Ischgl, Andi Steibl, stwierdził nawet w mediach, że: „Zakażenia należy przypisać do jednego lokalu. Sytuacja jest jasna, nie wolno teraz reagować nerwowo. Sytuacja jest nieporównywalna z Włochami”. Wspomniany bar został co prawda zamknięty, ale stoki nadal pozostawały otwarte. Zjeżdżało po nich codziennie ok. 15 tys. ludzi. Zamknięto je dopiero cztery dni później. Jak dzisiaj wiadomo, o dużo za późno. W całej Austrii w tym czasie było już 361 zakażonych i zanotowano pierwszą ofiarę śmiertelną.
Dla porównania: 12 marca w całej Polsce (5 razy więcej mieszkańców niż w Austrii) było wtedy 20 zakażonych, mniej niż w samym Ischgl. Mimo to nasz rząd – obserwując rozwój sytuacji w innych krajach – podjął natychmiastowe i zdecydowane działania. Po malowniczych stokach w Ischgl zjeżdżało jeszcze 15 tys. osób, a wieczorem w tyrolskich barach trwało zabawowe szaleństwo podczas tzw. après-ski, czyli dzikie imprezy w ciasnej przestrzeni z bliskim kontaktem cielesnym… W Polsce w tym momencie już ogłoszono zamknięcie szkół; 15 marca zamknięto granice naszego kraju i wprowadzono zakaz zgromadzeń publicznych powyżej 50 osób.
W tym czasie największe media austriackie zaczęły atakować władze w Tyrolu, zarzucając im, że motywowane chciwością i chęcią zarobku poświęcają ludzkie zdrowie. Wraz z wywieranym naciskiem międzynarodowym spowodowało to, że sprawą zajął się austriacki rząd, który 13 marca ustanowił kwarantannę dla całej gminy Ischgl. Cztery inne gminy tyrolskie zostały w całości objęte kwarantanną dzień później. Miejscowości te zostały zupełnie odcięte od świata, co miało zapobiec dalszej ekspansji wirusa.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum