Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„ATTILA JAMROZIK NIGDY NIE SCHLEBIAŁ SILE, NIE LĘKAŁ SIĘ STANĄĆ PO STRONIE ZWYCIĘŻONYCH”

Aktualności

28.01.2020 15:10

Attila Jamrozik, zwany przez przyjaciół Aciem, na początku lat 1980., w czasach, kiedy był po ojcowsku zaangażowanym i patriotycznie nieugiętym prezesem Krakowskiego Oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków. Fot. Maciej Plewiński

 

 

 

Attila Jamrozik, zwany przez przyjaciół Aciem, na początku lat 1980., w czasach, kiedy był po ojcowsku zaangażowanym i patriotycznie nieugiętym prezesem Krakowskiego Oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków. Fot. Maciej Plewiński

 

Attila Jamrozik, zwany przez przyjaciół Aciem, na początku lat 1980., w czasach, kiedy był po ojcowsku zaangażowanym i patriotycznie nieugiętym prezesem Krakowskiego Oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków. Fot. Maciej Plewiński

 

Acio, bo tak nazywały go bliskie mu osoby, był przyjacielem, jakiego tylko można sobie wymarzyć. Zupełnie pozbawiony zazdrości i zawiści, zawsze gotowy nieść pomoc, serdeczny, zatroskany, usłużny, o wspaniałym poczuciu humoru. Szczerze radował się naszymi sukcesami i martwił kłopotami, próbując natychmiast im zaradzić. Był też wielkim miłośnikiem działalności Białego Kruka od samego początku. Nie pamiętamy żadnej premiery naszej nowej pozycji wydawniczej, która odbyłaby się bez udziału jego i Ewy, jego ukochanej żony. Jeszcze dziewięć dni przed śmiercią, 1 grudnia 2019 r., już tak bardzo słaby i schorowany, kochany Attila przybył o lasce do krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego, by świętować z nami premierę IV tomu „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka, z którym pracowali razem jeszcze w „Arkanach”. Wcześniej, 24 października 2019 r., świętowaliśmy w najbliższym gronie przyjaciół Acia jego 75. urodziny. 28 czerwca zaś z wielką dumą podziwialiśmy trzy jego obrazy, w tym znakomity wprost autoportret, na wystawie „Krakowskie Spotkania Artystyczne 2019. Dialogi” w Bunkrze Sztuki. Ta ekskluzywna ekspozycja prezentowała dzieła artystów związanych zawodowo z Akademią Sztuk Pięknych im. Jana Matejki, którzy „swą postawą społeczną, zaangażowaniem i działalnością artystyczną przyczynili się do rozwoju i budowania świetności Związku Polskich Artystów Plastyków Okręgu Krakowskiego”. Obrazy Attili znalazły się w świetnym towarzystwie prac Jacka Malczewskiego, Teodora Axentowicza, Konstantego Laszczki, Hanny Rudzkiej-Cybisowej, Wlastimila Hofmana i Ksawerego Dunikowskiego. Sylwetkę artystyczną Attili Jamrozika przedstawimy obszerniej w jednym z najbliższych numerów „Wpisu”. Wspomnieniowy tekst, który zamieszczamy poniżej został napisany również przez długoletniego przyjaciela Attili i wygłoszony podczas pogrzebu.
Rodzina Sosnowskich

 

…O wielki mistrzu! Tyś dał innym przykład,
Ku jakim szlakom mają zdążać sami,
Niech tylko pojmą, biorąc czyn za wykład,
Cherubowymi wznosząc się skrzydłami,
Nad liść wawrzynu, łzę i szyderstw węża…
C.K. Norwid, „Adam Krafft”


Rozpocznę apostrofą, bo ta retoryczna figura przynależna jest w każdym sensie osobom wyjątkowym, a szczególnie w tym sensie osobistym. Przynależna jest w sytuacjach przejmujących bólem, kiedy sam fakt pożegnania jest trudny do udźwignięcia, a składnia naszego ojczystego języka pozwala na danie wyrazu niepogodzeniu się z faktem śmierci, choć to zawsze kiedyś musi nastąpić i to czeka każdego z nas, ale trzeba to wyrazić w tym najgorszym z czasów naszej ojczystej mowy – w czasie przeszłym…
Drogi Attilo! Wybacz, że nie uzgadnialiśmy z Tobą tego ceremoniału, że stajemy w poprzek Twojej skromności, ale czyż mieliśmy pożegnać Przyjaciela po latach naszej wspólnej ziemskiej podróży jedynie wymownym milczeniem? Po latach wspólnej wędrówki, kiedy jej ścieżki, osobiste ścieżki (pomimo różnic profesji), łączyły się wokół spraw dla każdego z nas w podobny sposób zasadniczych, ba – fundamentalnych: jak Ojczyzna, jak Jej niepodległość i trwanie naszego Narodu na fundamentach wiary?
Moja delegacja, żeby Ciebie pożegnać, może wydawać się uzurpacją, swoistym sobiepaństwem, dezynwolturą, bo są z pewnością godniejsi ode mnie. Są tacy, co znali Cię dłużej niż ja, są artyści, z którymi byłeś związany szczególnym rodzajem więzi. Ale ta moja delegacja, pomimo jej ciężaru, wypływa z naszych głęboko ludzkich i przyjacielskich relacji. Z tych warstw ducha przepastnych i skrytych, w które Pan Bóg jedynie zagląda. Tych nie na pokaz, a prawdziwych, warstw delikatnych jak mgiełka, jak muśnięcie skrzydłem Anioła, bo byłeś mi jak starszy brat. I czyż można było odmówić możliwości wyznania tego braterstwa, odmówić możliwości przeproszenia, jeślim w czymś Cię zawiódł, jeślim czymś rozczarował?
***
Poznałem Attilę przez śp. Adama Rąpalskiego w roku 1982, w roku, kiedy łamały się ludzkie charaktery, kiedy umierała nadzieja, kiedy „ciemnica niewoli” na nowo wydawała się być wieczna. Poznałem Go w słynnym w tamtych czasach antykwariacie „Galicja” vis à vis budynku ZPAP przy ul. Łobzowskiej. W antykwariacie, który nie tylko służył bukinistyce, a który sprawiał raczej wrażenie, że jedynie po to jej służy, aby mogli się tam spotykać i knuć przeciwnicy reżimu, czyli tzw. Gęgacze.
Nie da się wspomnieć Attili bez tego historycznego kontekstu. Dla mnie to pierwsze wrażenie zaciążyło na całej naszej 37-letniej znajomości i przyjaźni. Attila, ówczesny prezes Krakowskiego Oddziału ZPAP, jawił mi się jako artystyczny prezydent naszej wolnej duchem Rzeczypospolitej Krakowskiej. Nie tylko z powodu Jego wyboru na prezesa przez brać artystyczną Krakowa po słynnym sierpniu 1980 r., ale poprzez dzielne trwanie w stanie wojennym. Przez wykazywanie się osobistą odwagą, żeby wspomnieć choćby Jego list z 14 grudnia 1981 r. do krakowskiego komitetu PZPR i komunistycznego wojewody z żądaniem zwolnienia internowanych kolegów. Żeby wspomnieć choćby Jego współpracę z metropolitalnym Komitetem Pomocy Więzionym i Prześladowanym. Żeby wspomnieć zorganizowanie ostatniej niezależnej wystawy w galerii „Pryzmat” 20 maja 1983 r., wystawy o gen. Józefie Kustroniu i Legionach Polskich, której żadna instytucja zajmująca się kulturą od Nowego Sącza po Kraków nie chciała wyeksponować! I to działo się na kilka dni przed represyjnym rozwiązaniem przez władze komunistyczne ZPAP – to się nazywała siła strachu, a jednocześnie siła odwagi. Attila nigdy nie schlebiał sile, nie lękał się stanąć po stronie zwyciężonych. Tę Jego życiową postawę – mimo że był cywilem – odbierałem jako cząstkę bliskiego mi polskiego, żołnierskiego etosu, który polega na wierności i walce do końca. Po 1989 r., kiedy odwaga staniała, trudno pojąć dramatyzm tamtych wyborów i szlachetność tamtych życiowych postaw owych Spiskowców Wolności, co przysięgali – jak napisał Herbert – „na ptaka i na dwa kolory”. Attila od zawsze do nich należał…
Tak, Jego życie cechowała odwaga i prostolinijność. Był w tym uczciwy i szczery. Nikt tak jak On nie potrafił powiedzieć prosto w oczy („bez światło-cienia”), co myśli o takim czy innym postępowaniu. Umiał – kierując się norwidowskimi frazami z listu do Karola Ruprechta – świństwo nazwać świństwem („wszak wyraz świnia użyty był przez usta Zbawiciela-Świata”), a cymbalstwo nazwać cymbalstwem (bo „wyraz cymbał przeszedł przez usta Pawła, Apostoła narodów”). Na etycznie „czarną listę” Pana Prezesa, bo tak z szacunku do końca życia był tytułowany, można było dostać się dość łatwo. Ale też potrafił do błędu w ocenie się przyznać, co bywa jedynie cechą osób refleksyjnych, uznających za fundament prawdę, która tę samą wagę posiadała dla Niego w ziarnku piasku, co w obrotach sfer niebieskich. A przecież nie było Mu łatwo, bo z natury był, jak napisał o Nim w „Kadencji” Jan Józef Szczepański, człowiekiem „impetycznym”.
Cechowała także Attilę pozytywistyczno-romantyczna praca dla Sprawy, obojętnie jaki miała w danym momencie wymiar i obojętnie jakiej sfery dotyczyła. Jeśli coś robił, do czegoś się zobowiązał, oddawał się temu bez reszty. Obce Mu było „lenistwo serca”. Nie tolerował, jak to się mawia w krakowskiej gwarze, „bajtlactwa”, mitomanii, niesłowności. Był człowiekiem – par excellence – rzetelnym, w zupełności comme il faut.
Był też obiektem wielu znakomitych anegdot i opowieści, ale też wspaniałym rozmówcą i gawędziarzem. Czas spędzony z Nim nigdy nie był czasem straconym, bo rozmowy były istotne, okraszane często żołniersko-zwierzynieckim słownictwem. Nie z pospolitego grubiaństwa, a z tej swoistej jędrności, która językowi inteligenta dodaje emfazy i akcentu dla istoty kwestii, którą porusza, a nie jest jedynie przecinkiem pomiędzy brakiem myśli. Do kapucyńskiej legendy przeszła Jego trawestacja franciszkańskiego zawołania: PAX ET BONUM – „Pokój i Dobro”, do którego Pan Prezes konfidencjonalnie dodawał po przecinku: „a jak nie, to w mordę”.
Wierząc głęboko, że Pan Bóg ma swoje wobec nas plany, nie mogę nie wspomnieć, że Stwórca zabrał Go nam w święto Matki Bożej Loretańskiej. Tej samej, której słynną krakowską kaplicę ojców Kapucynów, to religijno-narodowe sanktuarium, pomagał Attila w latach 1990. ratować społecznym wysiłkiem i narodowym sumptem. I udało się, na chwałę Bożą i naszej Ojczyzny. Kto dziś o tym poza Panem Bogiem i Matką Zbawiciela pamięta?
Drogi Przyjacielu! Żegnamy się z Tobą pełni smutku, choć wiemy, że jesteś już w tym lepszym ze światów. Przez nasze umysły przelatują klatki filmu z naszego życia, w którym grałeś ważną, ba – niepoślednią nieraz rolę. Jedyną pociechą jest, jak zawsze w takich sytuacjach, że żegnamy się do bram wieczności, że wierząc w świętych obcowanie znajdziemy w Tobie naszego orędownika u Pana Boga. To ważne, bo pozostawiłeś nas w epoce cokolwiek jałowiejącej, niepoczciwej i niesłusznie zarozumiałej…
Drogi Bracie! Pozwól, że zakończę słowami Zbigniewa Herberta odnoszącymi się do jego mistrza. Te słowa chciałbym z wdzięcznością odnieść do Ciebie, bo bez Twych rad i nauk „byłbym do końca życia – jak napisał Książę Poetów – śmiesznym chłopcem, który szuka, chłopcem, który nie wie”. Miałem szczęście do dobrych ludzi, ludzi charyzmatycznych, ludzi – jakby rzekł Zdzisław Czermański – „kolorowych”. I na czele tych wybitnych postaci, którym wiele zawdzięczam, pozostaniesz na zawsze Ty…
Niech Cię zatem przyjmą do Ojczyzny niebieskiej wszyscy polscy Święci. Niech Cię otula płaszczem wiecznej opieki nasza Pani i Królowa, Ta, co „Jasnej broni Częstochowy i w Ostrej świeci Bramie” – Hetmanka Oręża Polskiego. Niech Ci Anioły naszej Ojczyzny do wtóru drzew tego salwatorskiego cmentarza nucą cicho „Jeszcze Polska nie zginęła…”.
Attilo! Gdyby to było w mej mocy, przyozdobiłbym Twą pierś Orderem Virtuti Civili z wyrytą na nim dewizą Dignitas Scutum Liberorum Hominum (godność tarczą ludzi wolnych).
Droga Ewo! Wierny „adiutant” Pana Prezesa, Maciej Wojciechowski, powiedział kiedyś, że byliście z Aciem jak bliźnięta syjamskie. Wiem, byliście parą wyjątkową. Zrośniętą miłością i tym rodzajem przymierza ducha, które nie wygasa, które nie pozwala Was rozdzielić pomimo takiej czy innej życiowej rozłąki. Chcę Cię zapewnić, że jestem, że jesteśmy, myślą serdeczną z Tobą w ten trudny czas, gdy na świeżo wspominasz jeszcze brzmiące echo Jego wyrazów, zwrotów i charakterystycznych fraz, słyszysz barwę i melodię głosu. Gdy pamiętasz bicie Jego serca jak kamienny pacierz, zdajesz się widzieć dynamikę gestów i zwyczajny ludzki kształt, któremu On sam swoimi czynami w służbie Ojczyzny wieniec laurowy uwił.
Wybacz, że myśl ułomna nie podsunęła mi żadnych życzeń dla Ciebie, żadnych właściwych słów pocieszenia. Wiem jedno, że współczucie bez czynu nie jest miłosierdziem. Dlatego pokładam ufność w Stwórcy Świata, że w swej wszechmocy i w swoim nieograniczonym miłosierdziu znajdzie najlepsze rozwiązanie, aby ofiarować Tobie w twym zwyczajnie ludzkim bólu właściwe Jemu boskie pocieszenie…

 


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 04/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum