Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„ANARCHIA W TEATRZE ZA PIENIĄDZE PODATNIKA”

Aktualności

24.07.2018 12:15

Jan Polewka jako Tadeusz Kościuszko podczas przedstawienia patriotycznego „Vivat Kościuszko!” zaprezentowanego na Rynku Głównym w Krakowie 7 kwietnia 2017 r. Fot. Marcin Bujak

 

 

 

Jan Polewka jako Tadeusz Kościuszko podczas przedstawienia patriotycznego „Vivat Kościuszko!” zaprezentowanego na Rynku Głównym w Krakowie 7 kwietnia 2017 r. Fot. Marcin Bujak

 

Scena narodowa jest zobowiązana mieć polski repertuar patriotyczny

 

Z byłym dyrektorem artystycznym Narodowego Starego Teatru
JANEM POLEWKĄ rozmawia Leszek Sosnowski

 

Leszek Sosnowski: Masz za sobą już blisko pół wieku pracy w teatrach, ale to jest, a raczej była, chyba najkrótsza Twoja posada w życiu?…

Jan Polewka: Niestety tak. Jednosezonowa.

Nie minęło nawet 10 miesięcy od powołania Cię na stanowisko zastępcy dyrektora ds. artystycznych w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, a już Cię zwolniono. W najmniejszym stopniu nie wygląda to na zmianę dobrą, za to – na bardzo szybką. Do tej decyzji nie przyznaje się jednak Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, twierdząc, że – cytuję: „decyzję o odwołaniu Jana Polewki podjął dyrektor teatru i to on jest osobą właściwą do wskazania przyczyn odwołania dyrektora do spraw artystycznych”. Skądinąd to samo ministerstwo musiało jednak potwierdzić Twoje zatrudnienie. Wygląda na to, że teraz w tym teatrze dyrektorów zwalniają i przyjmują do pracy aktorzy.

Nawet nie wszyscy, tylko pewne ich grono, szczególnie to, które znalazło się w siedmioosobowej radzie artystycznej. Są w niej sami aktorzy.

Dyrektor Marek Mikos najpierw chciał się wykpić od odpowiedzialności, oświadczając, że „odwołanie to nastąpiło zgodnie z obowiązującymi przepisami (Statut Narodowego Starego Teatru, Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej oraz Kodeks Pracy)”. Dopiero przyciśnięty oświadczył wprost: „Przyczyną wniosku o odwołanie był brak porozumienia i brak możliwości współpracy aktorów Narodowego Starego Teatru z Janem Polewką”. Kto zatem naprawdę rządzi w tej państwowej instytucji?

Rada artystyczna, mimo iż statutowo jest tylko organem doradczym dyrektora i może jedynie wyrażać swoje zdanie, a nie zwalniać lub przyjmować do pracy kogokolwiek w teatrze. Powołuje ją i odwołuje dyrektor, który kieruje jej pracami; jej zadaniem jest, zgodnie z przepisami, opiniowanie w sprawach planów rozwojowych oraz repertuarowych. Nie ma jednak uprawnień dla ustalania własnego repertuaru.

Chodzi o doradzanie bez jakiegokolwiek zakresu odpowiedzialności ze strony tej rady – co trzeba mocno podkreślić. Nie może być zatem prawem rady wydawanie poleceń, obsadzanie dyrekcji, w ogóle podejmowanie decyzji, bo te są w gestii kierownictwa firmy.

Najgorsze jest to, że zaistniały dwa programy. Program dyrekcji na sezon 2018/19, czyli dyrektora Mikosa i mój, został złożony w ministerstwie 6 kwietnia. Nie można było z tym zwlekać z uwagi na ustalanie planów budżetowych; inaczej nie byłoby zagwarantowanych pieniędzy na następny sezon i rok 2019. Przedstawiliśmy dziewięć pozycji na rok przyszły, a wcześniej jedną jeszcze na ten rok – to było „Studium o ‘Wyzwoleniu’” wg Wyspiańskiego. Natomiast już w styczniu rada artystyczna zapowiadała, że opracuje inny własny program.

Uzurpatorski, ignorując dyrekcję?

Wtedy sądziłem, że będzie to program wspólny, czyli połączony. Jednak do kwietnia rada żadnego programu nie pokazała. Dopiero jak się dowiedzieli, że nasz projekt poszedł do ministerstwa, to w tydzień ogłosili nazwiska reżyserów…

…z którymi są gotowi współpracować?

Tak. Wymienili osiem nazwisk, ale bez tytułów sztuk.

No to ciekawy repertuar…

Zebrali się w końcu i 30 kwietnia przesłali też tytuły, nawet z pewnymi eksplikacjami; abstrahuję na razie od ich wartości. Programy, ich i nasz, nie zostały połączone, choć o tym były długie rozmowy dyrektora Mikosa z nimi. Jednak w końcu zanegowali w całości program dyrekcji, musiał być tylko ich program i koniec. Ogłosili to na zwołanej przez siebie konferencji 12 czerwca. Co ciekawe, swego programu na niej nie przedstawili, znowu podali tylko nazwiska. Mimo to mainstreamowe media murem stanęły za radą artystyczną.

Czyli tym samym przeciwko ludziom desygnowanym przez nową władzę.

Rada prawdopodobnie sama nie była zadowolona z tego, co wymyśliła, bo są to przeważnie propozycje dosyć niespójne. Niewiele tam polskich utworów, a za to są jakieś adaptacje filmowe…

W teatrze – filmowe?

No właśnie. Do tego sztuki czy scenariusze – jeszcze nie napisane.

Nie będziemy tu tego komentować, ponieważ porównujemy oba programy w osobnym artykule obok.

W każdym razie dyrektor Mikos zgodził się, by nic z programu dyrekcyjnego na ten sezon i na rok 2019 nie pozostało.

Przepraszam, ale w tym momencie rada artystyczna przestaje być radą artystyczną, a staje się dyrekcją teatru.

Nie mając do tego uprawnień i właściwie bez odpowiedzialności. Ale tutaj nie było i nie ma żadnego myślenia pojednawczego. Ich musi być na wierzchu, nic innego nie wchodzi w grę. W propozycji dyrekcyjnej też znalazła się sztuka, która dopiero się pisze, ale konkretnie zamówiona przez teatr, z zobowiązaniami z obu stron. To jest różnica. Jeszcze większa, olbrzymia różnica jest w treści sztuk. Na zamówienie teatru dramaturg i reżyser średniego pokolenia Tomasz Man pisze o spotkaniu Stanisława Wyspiańskiego z Józefem Conradem – można powiedzieć: domniemanym spotkaniu. Ale to w każdym razie jest interesujące zamierzenie, prowokujące do refleksji, dające pole rozważaniom na temat narodu, ojczyzny, problemu niepodległości. Natomiast we wstępnym programie rady artystycznej pojawia się propozycja reżysera, który planuje sztukę na temat głośny w bulwarowej prasie przed wojną, czyli o zabójstwie tzw. pięknej Zośki, modelki z Akademii Sztuk, którą zamordował kochanek; połączenie kryminału z przemocą domową. Nie wiem, czy ta rzecz znajdzie się ostatecznie w programie, który ogłoszą, ale wiem, że na pewno nie zgodzili się nie tylko na sztukę o Conradzie i Wyspiańskim, ale też na takie pozycje jak „Studium o ‘Wyzwoleniu’” wg Wyspiańskiego, adaptacja utworów Jana Kochanowskiego czy utworów Bolesława Leśmiana. Dodajmy, że chcieli je realizować wybitni twórcy: Wyspiańskiego Staniewski wspólnie z Zygmuntem Koniecznym, Kochanowskiego Tomaszuk, a Leśmiana Kilian. A program rady aktorskiej w zapowiedziach powołujących się na własne odniesienia do Niepodległości stanowi pewną kontestację Roku Stulecia. I nie wiem, jak mają się do niego takie pozycje jak adaptacja filmu „Aktorzy prowincjonalni”. To już lepiej byłoby napisać sztukę o aktorach współczesnych, niż robić w teatrze adaptację filmu A. Holland sprzed lat.

I to tym razem warto by napisać nie tyle o aktorach prowincjonalnych, co protestujących; to byłby dramat! Albo farsa… Podkreślmy, że cały czas mówimy o narodowym teatrze, czyli nie takim jak każdy inny, lecz takim, który do czegoś obliguje, prawda? Ma jakąś misję do wypełnienia.

Oczywiście, to jest kwestia, nad którą warto poważnie się zastanowić, kwestia teatru narodowego w Polsce. Stary Teatr ma ten sam tytuł co teatr w Warszawie, co znaczy, że jest częścią ponad dwustuletniego Teatru Narodowego w Polsce i jest zobowiązany do tego, żeby mieć polski repertuar patriotyczny. Czy więc można tam robić wyłącznie dekonstrukcje historyczne z tzw. jajcarstwem (to słowo z ich programu) wręcz demonstracyjnym? Krótko mówiąc, programową rewizję historii, która się kończy tak, jak na przykład w przygotowanej jeszcze przez poprzedni zespół „Bitwie Warszawskiej”. Bezsensowny galimatias person: Dzierżyński, Piłsudski, Róża Luksemburg, Broniewski i wielu innych. Aktorzy chwilami dobrze swoje role grają, tylko w jakim celu?

Przypomnijmy, że autorzy tego spektaklu pytali z oburzeniem: „Kto, w czyim imieniu i w czyim interesie, i po czyich trupach projektował tę niepodległość?”. A następnie piali z zachwytu: „ten spektakl wywraca na nice kossakowsko-hoffmanowski patos i kicz, którymi karmione są nasze wyobrażenia o bitwie pod Warszawą, co odmieniła losy Europy”. To jest po prostu szyderstwo z Polaków, element wynaradawiania. To jest haniebne, że coś takiego wciąż nadal znajduje się w repertuarze – o to też mają ludzie pretensje do nowej dyrekcji. Mieli je i do Ciebie…

Trzeba zrozumieć, że nowego repertuaru nie buduje się w teatrze w parę tygodni. Na to potrzeba miesięcy prób, przygotowania, poszukania właściwego reżysera i obsady – a dobrzy twórcy byli pozajmowani albo woleli czekać na „rozwój sytuacji”. Ale zgadzam się, ten spektakl w swojej wymowie i pomieszaniu rzeczy jest co najmniej kontrowersyjny.

To jest po prostu podłe, takie traktowanie wielkiego bohaterstwa i męczeństwa narodu polskiego.

I to jest problem, czy wolno tak postępować z postaciami wielkich Polaków, jak w tamtym spektaklu z Piłsudskim. Na stulecie chciałem zrobić adaptację o Legionach, opartą na „Odznace za wierną służbę” Struga i utworach innych autorów, którzy pisali o Legionach wiersze, opowiadania, wspomnienia. Wydawało mi się, że Mikos poważnie o tym ze mną dyskutował. W pewnym momencie jednak czegoś się przestraszył i nie chciał już więcej rozmawiać o Legionach. Przyznam, że tego projektu jest mi najbardziej szkoda, bo to mogło być piękne widowisko; myślałem o spektaklu częściowo śpiewanym, bo pieśń legionowa ma siłę niesamowitą. Chciałem tam przedstawić całą dolę i niedolę legionistów – boleśnie, ale z miłością. Strug opisuje na przykład, jak postrzelony chłopak umierał; przyszedł Komendant i właściwie nie robił mu złudnych nadziei, tylko mówił, jaką wartość ma jego śmierć i jego poświęcenie.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

 

 

 

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum