Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„AMBONO, PRZEMÓW!”

Aktualności

16.05.2019 10:02

Roznegliżowana działaczka grupy Femen demonstruje podczas Mszy św. w katedrze w Kolonii, 25 grudnia 2013 r.

 

 

 

Roznegliżowana działaczka grupy Femen demonstruje podczas Mszy św. w katedrze w Kolonii, 25 grudnia 2013 r.

 

Unia Europejska jako państwo wyznaniowe

Leszek Sosnowski

 

Już widzę zdumienie w oczach niejednego Czytelnika po przeczytaniu nadtytułu tego artykułu. Wyjaśnienia dostarczają nam niemal każdego dnia sami ateiści, zwłaszcza ci usytuowani – mocno i głęboko – w polityce. Rozpatrują oni bowiem i traktują swój światopogląd dokładnie w kategoriach wyznania! Ze swego ateizmu robią praktycznie religię. Choć usiłują to wszelkimi sposobami kamuflować, to jednak właśnie ateizm okazuje się – parafrazując klasyka Karola Marksa – prawdziwym opium dla ludu! Dla ludu europejskiego oczywiście, nie polskiego, francuskiego czy niemieckiego. Całe lewactwo od XIX w. postępuje tak, jakby żadnych prawdziwych narodów nie było i być nie powinno. Ludu europejskiego też nie ma, ale co za problem, stworzy się go. Jeśli nie dobrowolnie, na co się nie zanosi, to tradycyjnie – przymusem.
Tę schedę po Marksie i spółce kultywuje z powodzeniem Unia Europejska, która już oficjalnie i wprost ostentacyjnie za swój cel zasadniczy określa utworzenie jednego państwa, Stanów Zjednoczonych Europy, państwa rzecz jasna uwolnionego od balastu jakiejkolwiek religii. Wtedy wszyscy osiągniemy stan nieskończonej szczęśliwości. Konstrukcja tego utopijnego tworu oparta została dokładnie na zasadach państwa wyznaniowego i to nie w wydaniu light, chrześcijańskim, ale znacznie bardziej skrajnym, islamskim.

1.
Kilka najważniejszych cech charakteryzuje państwo wyznaniowe. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że nie zawsze – tak dawniej, jak i teraz – idea takiego państwa (unii) musi być zawarta jednoznacznie w konstytucji (traktatach). O takim charakterze organizmu państwowego (unijnego) rozstrzygają fakty i praktyka stosowana wobec różnych religii i światopoglądów. Innymi słowy, decydujące jest stanowisko aktualnej władzy.
Jedną z takich praktyk jest dostosowywanie praw obowiązujących w danym państwie (unii) do doktryn światopoglądowych grupy sprawującej władzę. To coś takiego jak nieszczęsna zasada z wojny trzydziestoletniej Cuius regio, eius religio: czyja władza, tego religia. Z gruntu niedemokratyczna, dyktatorska, która jednak funkcjonuje do dziś w cywilizacji zachodniej. Gdyby przyjąć odwrotność tej zasady, a więc czyja religia, tego władza, to np. wobec 95 proc. chrześcijan w Polsce cała reszta, łącznie z ateistami, powinna zaspokoić się 5-procentowym wpływem na kierowanie państwem… I to byłaby niewątpliwie zasada logiczna, demokratyczna i sprawiedliwa. Nie wyklucza ona rzecz jasna tolerancji wobec tych 5 procent, jednak nie tolerancji rozumianej w kategoriach obecnej lewackiej nowomowy, czyli akceptacji i promocji mniejszości.
 W Polsce (Unii Europejskiej) ateistyczne prawa dotyczące chyba wszystkich dziedzin życia wprowadzało się od kilku lat masowo, atakując szczególnie szkoły, a nawet już przedszkola. Ateistyczne państwo zawsze arbitralnie narzuca programy nauczania, a obywatel (rodzice) nie ma nic do gadania. Są to prawa niewielkiej mniejszości, która stosując przeróżne manipulacje i demagogiczne chwyty (np. walka z homofobią) przejmuje rządy nad zdecydowaną większością społeczeństwa.
Niewiele osób jest świadomych, że programowa seksualizacja tak jednostek, jak i społeczeństwa, jako metoda zdobycia i utrzymania władzy, nie jest „wynalazkiem” ostatnich lat, nie jest produktem ideologii gender. Raczej odwrotnie, to gender jest zakorzenione w doktrynach komunistycznych, od Engelsa poczynając (Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa, 1884). Za ojca seksualizacji trzeba by uznać bliskiego współpracownika Freuda (choć potem z nim walczył) psychoanalityka Wilhelma Reicha (1897-1957). To on przekonywał Europę i Amerykę o konieczności przeprowadzenia rewolucji seksualnej, co miało być remedium na wszelkie kryzysy społeczne. Być może uważał, iż ludzie wyczerpani stosunkami seksualnymi nie będą mieli siły na kwestionowanie stosunków społecznych… Sam był do końca życia prawdziwym maniakiem seksualnym, czego nie wytrzymało w końcu jego serce. Ten Austriak miał też drugą pasję, polityczną: był szczerym, zaangażowanym komunistą, działaczem kilku partii komunistycznych (w Danii, skąd go wyrzucono, potem w Niemczech). W opinii tzw. Europy uchodził za naukowca, dużo publikował, był szeroko czytany (pisał o seksie!). To Reich właśnie upowszechnił pogląd, że tłumienie popędu seksualnego u dzieci prowadzi do powstawania osobowości akceptującej… faszyzm! Pogląd ów z czasem bardzo się spodobał samym faszystom, bowiem po przegranej wojnie ze światem różni pseudofilozofowie, pseudopsychologowie oraz politycy mieli znakomite wytłumaczenie swych nazistowskich zachowań. Rodzice ich tłumili w dzieciństwie, więc potem podświadomie wyżywali się, paląc ludzi w piecach krematoryjnych…
Prawdziwym źródłem teorii o patologicznym charakterze rodziny i moralności chrześcijańskiej była mania seksualna, czego Reich był żywym przykładem. Tacy sami maniacy i dewianci usiłują i dziś seksualizować społeczeństwo od przedszkolaków poczynając. I mają za sobą autorytety naukowe, a jakże. Reicha bowiem szybko wsparli swymi teoriami inni znani lewacy, jak np. Erich Fromm. Dla niego rodzina, autorytety i w ogóle tradycyjna moralność to tylko wytwory kultury (tak, jak dziś płeć jest niby tylko elementem kultury). Nieoświecone i przez to opresyjne społeczeństwo zniewala osobowość człowieka. A po co to czyni? By dostosować go do potrzeb kapitalizmu. Oto rozumowanie lewaka. Konsekwencją takiego myślenia było stwierdzenie, że wyzwolenie seksualne rozsadzi fundamenty systemu kapitalistycznego i wywoła rewolucję społeczną, którą poprzedzi rewolucja seksualna. Poprzez programową seksualizację dzieci i młodzieży, poprzez rozbicie systemu edukacji i wychowania znaleziono sposób na skuteczne zniszczenie każdego dobrze zorganizowanego, wg sprawdzonych przez wieki wzorów, systemu społecznego. Młodym pokoleniom zatruto umysły seksem, nie pozostawiając im czasu na prawdziwą naukę, na zdobywanie rzetelnych zawodów, na kształcenie umiejętności pracy zespołowej.
W 2015 r. wydawało się w naszym kraju, że zwycięstwo wyborcze obozu patriotycznego, konserwatywnego, zapobiegnie szerzeniu się degradacji człowieka i społeczeństwa. Ale gdzie tam! Jest jeszcze gorzej. Zaraza wciska się wszelkimi szczelinami, głównie poprzez niedocenioną przez kierownictwo PiS-u władzę samorządową, dysponującą częściową mocą ustawodawczą oraz niemałymi środkami finansowymi. Przykład Warszawy i Trzaskowskiego jest niebywale wymowny, za nim idą już inni. To genderowo-lewackie towarzystwo czuje się dodatkowo silne, bo ma szerokie wsparcie medialne i polityczne z zagranicy, szczególnie z UE. Teraz ma też otrzymać potężną pomoc finansową, bo odchodzące (?) kierownictwo Unii chce przeforsować w swym budżecie 5 miliardów (!) euro na wsparcie nie tylko środowisk LGBT, ale także np. wyhodowanego przez komunistów lub neokomunistów aparatu sędziowskiego w Polsce. Czyja władza, tego (świato)pogląd…  

2.
W państwie (unii) wyznaniowym stosowana jest polityka represji wobec wyznawców innych religii oraz innych idei niż te zaakceptowane przez państwo. A więc dokładnie to, z czym mamy do czynienia w XXI w. w Polsce, nawet za obecnej władzy, i w ogóle w Europie. Warto przypomnieć nie tak dawną sprawę dyskryminacji TV Trwam; to był gigantyczny, ale przecież wcale nie jedyny, przykład walki państwa z wierzącymi. Jesteśmy bardzo zaskoczeni bezpardonowymi i chamskimi atakami na Kościół, jak ostatnio na Uniwersytecie Warszawskim podczas imprezy wyborczej Koalicji Europejskiej i katolika (sic!) Donalda Tuska. Ale ta walka nie zaczęła się teraz.
Już nie chcę drążyć sprawy krzyża na Krakowskim Przedmieściu, krzyża, którego obrony Kościół się nie podjął. Podobnych zdarzeń było wiele. W 2012 r. w Bydgoszczy aresztowano nawet… portret Jana Pawła II! W małej miejscowości Żdżar w Łódzkiem roztrzaskano pomnik polskiego Papieża. Pod koniec 2011 r. minister spraw zagranicznych Sikorski ogłosił konkurs plastyczny na kartki świąteczne, zaznaczając, że muszą być – bez symboli religijnych! Przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej zakazano pokazywania się na stadionach z symbolami religijnymi, zrównując krzyż z materiałami rasistowskimi i ksenofobicznymi. „Do spraw religijnych są kościoły, a my się bawimy w sport” – oświadczył zdecydowanie idol z czasów PRL, a w III RP prezes związku piłkarskiego, Grzegorz Lato. O to właśnie chodzi: wyrugować z życia publicznego religię. Zamknąć wierzących w kościołach. Same kościoły zamknie się w drugim etapie. Wszystko rzecz jasna w imię równości, sprawiedliwości, postępu, poszanowania prawa itp. Ten postęp i poszanowanie mogą się dokonać tylko poprzez ustanowienie ateizmu jako religii panującej.
W państwie wyznaniowym mamy do czynienia ze zdecydowanym uprzywilejowaniem ekonomicznym wyznawców jednego światopoglądu. W Polsce jeszcze intensywniej niż na Zachodzie stwarza się pozory, że kler jest wielkim beneficjentem państwa, które ubożeje, bo musi łożyć m.in. na takie bezproduktywne jednostki jak księża. Po co się to robi? Nie tylko dlatego, żeby Kościołowi coś zabrać, ale również dlatego, by usprawiedliwić strumień pieniędzy, jaki płynie z państwowej kasy do przeróżnych lewackich, antypolskich organizacji. Kościół dostaje od państwa rocznie ok. 80 mln zł. Ma na utrzymaniu tysiące nieraz wprost bezcennych zabytków, szpitale, hospicja, ośrodki wychowawcze, szkoły, poradnie rodzinne itd., więc cóż to za koszt te 80 mln! Minister kultury w ubiegłym roku zadysponował tylko na remont jednego cmentarza żydowskiego 100 mln zł. Protestów w mass mediach nie było. Albo porównajmy owe 80 mln np. ze Stadionem Narodowym, który kosztował 2 miliardy zł; trzeba by 25 lat, aby odbierając Kościołowi roczną państwową jałmużnę zebrać całą kwotę na budowę owego politycznego przykładu pychy, głupoty i rozrzutności koalicji PO-PSL. Przypomnę, że w Warszawie powstał w międzyczasie inny wielki, nowoczesny stadion piłkarski, na którym gra Legia i gdzie mogłaby dwa, trzy razy w roku zagrać i reprezentacja.
A tysiące państwowych rad nadzorczych wynagradzanych milionami złotych i de facto za nic nie odpowiadających? Wszyscy wiemy, że stanowiska są tam obsadzane tylko z nominacji politycznych w zależności od tego, kto rządzi – księży tam nie ma. Spróbujcie znaleźć w Polsce – także teraz – np. dyrektora teatru państwowego lub samorządowego, który nie jest spod znaku lewactwa… To już nie jest uprzywilejowanie wyznawców ateizmu, ale ich dyktatura w niektórych dziedzinach życia.
Dostosowanie prawa do genderowych zasad wkracza właśnie w decydującą fazę. Odbywa się to w Unii, ale i w Polsce, która skazała się w tej organizacji na poddaństwo, a nie członkostwo i nie wie, jak się teraz wyplątać, by nie stracić… Czyje pieniądze, tego władza, a kogo władza, tego wyznanie. Na pewno będzie nieustannie odżywał projekt tzw. małżeństw homoseksualnych, usuwania krzyży i innych symboli religijnych z miejsc publicznych, upowszechnienia aborcji, produkcji ludzi w laboratoriach, legalizacji tzw. lekkich narkotyków, swobody prostytucji itd. To wszystko są prawa, które stoją w całkowitej sprzeczności z nauczaniem katolickim. A przecież w Polsce jest nas 95 procent… No, ale jesteśmy wstecznikami… Więc te oświecone 5 proc. nas poprowadzi.
Za pośrednictwem mass mediów następuje totalne pouczanie Kościoła, jaki ma być, co mu wolno, ile ma zarabiać, jak się zachowywać, co mówić, od czego się odczepić, czemu przyklasnąć. Wielu księży na to nie reaguje, ale są i tacy, którzy się temu w różnym stopniu poddają, niestety także pewni hierarchowie. Jest również część kleru, która nie chce być obojętna i nie zamierza milczeć albo wyrażać sprzeciwu ogródkowo i enigmatycznie, że nie wiadomo, o co naprawdę im chodzi. Odważni i zdecydowani duchowni są w mniejszości. Byłoby zapewne zupełnie inaczej, gdyby otrzymali odgórnie dyspozycje do podjęcia walki – przecież nie wręcz, nie bronią palną lub sieczną.
Póki żył Ojciec Święty – obecni wyznawcy ateizmu bali się odsłonić przyłbicę, ba! niektórzy nawet peregrynowali do Niego, niektórzy kierowali się na uczelnię, gdzie On był niegdyś wykładowcą. Gdy Jan Paweł II odszedł do domu Pana, odetchnęli: wreszcie! Rzecz jasna były jeszcze przeszkody wewnętrzne, na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim, ale po smoleńskiej eksterminacji jego i jego otoczenia, po rozlokowaniu agentów (i agentek) w szeregach prawicy, no i po zręcznym zawłaszczeniu publicznej telewizji – rozpoczęli panowanie. Szybko i skutecznie zamienili Polskę w państwo wyznaniowe. Ciężko to teraz odkręcić.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum