Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„AMBONO, NIE LĘKAJ SIĘ, MÓW WPROST!”

Aktualności

24.09.2019 12:34

Jedno z wielkich i dramatycznych kazań Kard. Karola Wojtyły wygłaszanych odważnie do tysięcy wiernych. Mimo opresji komunistycznej metropolita krakowski nie wahał się surowo napominać ówczesnych polityków; na siłę jego argumentów komuniści byli bezradni, mogli jej przeciwstawić tylko siłę cenzury i zakazów oraz siłę propagandy. Na zdjęciu kazanie w opactwie Cystersów w Mogile (1978). Fot. Mieczysław Żbik






Jedno z wielkich i dramatycznych kazań Kard. Karola Wojtyły wygłaszanych odważnie do tysięcy wiernych. Mimo opresji komunistycznej metropolita krakowski nie wahał się surowo napominać ówczesnych polityków; na siłę jego argumentów komuniści byli bezradni, mogli jej przeciwstawić tylko siłę cenzury i zakazów oraz siłę propagandy. Na zdjęciu kazanie w opactwie Cystersów w Mogile (1978). Fot. Mieczysław Żbik

 

Św. Jan Paweł II: nie można ignorować politycznego wymiaru życia
 
Leszek Sosnowski

 

Narodowi włoskiemu wyrządzono ogromną krzywdę, której rozmiary już teraz możemy ocenić. Dzień 18 kwietnia 1948 można porównać z dniem 22 października 1922 – momentem rozpoczęcia faszystowskiego marszu na Rzym”. Taką oto hiobową wiadomość przynosił stalinowski wówczas (dziś niemiecki) „Dziennik Polski”, ale i inne gazety z 24 kwietnia 1948 r.
1.
Któż to trzy lata po wojnie tak ukrzywdził Włochów? Otóż uczynił to Kościół katolicki trochę do spółki z imperialistyczną agenturą amerykańską. A w jaki sposób? Wezwał publicznie i masowo z ambon, expressis verbis, by nie głosować na komunistów. I wskazał wyraźnie, która partia powinna rządzić Italią: Chrześcijańska Demokracja – na jej czele stał od wojny Alcide De Gasperi, jeden z ojców założycieli (1951) obok Roberta Schumana (też chadek, dziś Sługa Boży) Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, przekształconej później w Europejską Wspólnotę Gospodarczą.
Nie były to pierwsze wybory parlamentarne w Italii po wojnie; te miały miejsce dwa lata wcześniej i zakończyły się sukcesem komunistów. Czerwoni dyskontowali powodzenie swojej partyzantki w walce z faszystami. Ich Brygady Garibaldiego stanowiły około połowę podziemnej armii wyzwoleńczej, czyli ponad 20 tys. żołnierzy – jak na warunki wojenne nie było to wiele, ale udało im się przepędzić wojska Mussoliniego m.in. z Turynu czy Mediolanu. Na fali powszechnego antyfaszyzmu licznie wkroczyli też w 1946 r. do parlamentu.
Czerwoni włoscy partyzanci nie zwalczali jednak w latach 1940. tylko zwolenników Duce; z nie mniejszą ochotą, a z jeszcze większym okrucieństwem, atakowali ludzi Kościoła.
„Z wielkiej tragedii, jaką była II wojna światowa ze wszystkimi jej potwornościami, wyłaniają się coraz wyraźniej niezwykłe postacie kapłanów, zakonników, seminarzystów i ludzi świeckich, którzy dali świadectwo swojej wiary nawet za cenę życia – pisze Włodzimierz Rędzioch w ‘Niedzieli’ (26/2019). – Wśród nich są także włoscy księża zamordowani przez ‘czerwonych’ partyzantów. To jedna z najciemniejszych stron włoskiego ruchu oporu, ukrywana z powodów ideologicznych. Między końcem 1943 r. a 18 kwietnia 1948 r. ponad 130 księży i zakonników zginęło z rąk komunistycznych partyzantów. Większość z nich – 93 – została barbarzyńsko zamordowana w regionie Emilia-Romania, a przede wszystkim w tzw. trójkącie śmierci, między miastami: Bolonia, Modena i Reggio Emilia. Biskup Reggio Emilia, Beniamino Socche, był bezsilnym świadkiem morderstw dokonywanych na miejscowych kapłanach. Po śmierci jednego z nich, ks. Umberto Pessiny, w 1946 r. biskup napisał w swoim dzienniku: ‘... ciało ks. Pessiny wciąż leżało na ziemi. Pocałowałem je, ukląkłem i poprosiłem o pomoc (...). Wygłosiłem przemówienie na pogrzebie. Wziąłem Pismo Święte i przeczytałem fragment mówiący o przekleństwach Boga rzuconych na tych, którzy podnoszą rękę na kapłanów Pana. (...) Następnego dnia było Boże Ciało. Mnóstwo ludzi wzięło udział w procesji w mieście, a ja wygłosiłem przemówienie, które powstrzymało kolejne morderstwa. Powiedziałem: «Poinformuję wszystkich biskupów świata, że komunizm stworzył we Włoszech reżim terroru»’”.
Bp Beniamino Socche już wtedy miał małe szanse przedostać się z krytyką komunistów – walczących przecież o postęp w świecie! – do opinii światowej. Zbrodnie Brygad Garibaldiego przemilczano, tuszowano, w końcu niemal zapomniano. A okrucieństwo nie do końca rozformowanych brygad trwało także po zakończeniu wojny! W Italii pod koniec lat 1940. Kościół nie znał jednak pojęcia „poprawność polityczna” i postanowił przed wyborami użyć swej wielkiej broni w kształtowaniu opinii publicznej, a mianowicie ambony. Było to konieczne z dwóch powodów: po pierwsze, aby doprowadzić do zlikwidowania prześladowań; po drugie, już wtedy lewacy wszelkiej maści mieli zdecydowaną przewagę w mediach, które od samego początku były obiektem ich szczególnej troski. Rozumieli, że w warunkach życia demokratycznego jest to kluczowe narzędzie prowadzące do szybkiego urabiania opinii ludzi, a więc, innymi słowy, do zwycięstwa wyborczego. Już wówczas, choć jeszcze nie z taką mocą jak teraz, liczyła się siła prezentacji argumentów, nie zaś siła samych argumentów. Temu mogło skutecznie przeciwstawić się tylko jedno medium, którym Kościół dysponował zresztą od samego zarania. Właśnie ambona.
Komuniści na całym świecie długo pamiętali, co stało się 18 kwietnia 1948 r. we Włoszech. Księża na ambonach bez owijania w bawełnę wskazali wtedy palcem, kto jest zły, a kto oczywiście idealny i bez grzechu nie jest, ale nie dopuści do szerzenia się okrucieństwa i bezbożnictwa. Kościół katolicki nie zawahał się nawet obwieścić, że zwolennicy komunistów mogą nie otrzymać sakramentów. Chadecy, którzy zresztą także byli wcześniej mocno zaangażowani w walkę antyfaszystowską, w 1948 r. zdecydowanie wygrali we Włoszech i rządzili potem samodzielnie ewentualnie w koalicji ponad 40 lat.
2.
Czemu o tym wszystkim opowiadam? Bowiem takich 40 (co najmniej) lat potrzeba nam teraz w Polsce. Potrzeba nam umocnienia się w walce z bezbożnictwem, demoralizacją, deprawacją, ateizacją.
Usiłuje się nam jakże często wmówić, że sama wiara, że sama siła moralna wystarczą, by ochronić Kościół i jego członków. Że nie ma sensu angażować się w walkę polityczną, że to nawet niegodne człowieka pobożnego. Takie opinie, a raczej domniemania, padają tu i ówdzie nawet z niektórych ambon. Nie wiem, może ostatecznie wystarczyłaby sama siła moralna, po cóż jednak ryzykować i dopuszczać do walki siły moralnej z siłą polityczną? Takie bitwy przeradzają się szybko w wojny pochłaniające wiele ofiar; przykładów na to dosyć pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Po co zatem ryzykować, skoro można temu zapobiec? Tylko symbioza tych dwóch sił – moralnej i politycznej – daje moc narodowi jako całości oraz poszczególnym jego członkom. Daje długie trwanie. Tak długie jak na przykład pierwszej Rzeczypospolitej.
13 października tego roku podejmiemy przy urnach wyborczych decyzję, czy chcemy, aby nasza siła moralna pozostała osamotniona, a więc tym samym wystawiona bez żadnych wałów ochronnych na nieustanne ataki ze wszystkich stron, czy też siłę tę złączymy z taką siłą polityczną, która tak jak włoscy chadecy w 1948 r. oczywiście nie jest bez grzechu, ale zawsze zdecydowanie postawi się w poprzek bezbożnictwu i społecznej deprawacji. Stoimy w obliczu wyboru: będziemy walczyć bez wsparcia i sojusznika, a więc coraz bardziej dramatycznie, albo znajdziemy sobie ochronę polityczną, która, rzecz jasna, nie uwolni nas zupełnie od potyczek i starć, ale nie będziemy funkcjonować w warunkach permanentnego bombardowania.
Czyż nie leży w naszym, katolików, interesie, sprzymierzyć się z tymi, którym jesteśmy potrzebni tacy, jacy jesteśmy: wierzący, praktykujący prywatnie i publicznie, patriotyczni, zakochani w tradycji? A może lepiej się sprzymierzać z tymi, którym jesteśmy potrzebni jako króliki doświadczalne w ich inżynierii społecznej, potrzebni po to, by mieli kogo przetwarzać, deprawować, odrywać od Boga? W gruncie rzeczy są to oczywiście pytania retoryczne. W obecnych warunkach w Polsce tylko ugrupowanie prawicowe, takie jak Prawo i Sprawiedliwość, gwarantuje pozytywną odpowiedź na pytanie pierwsze, a negatywną na drugie. To trzeba powiedzieć wyraźnie, nawet jeśli ma się zastrzeżenia do PiS-u i nie lubi się Prezesa. W chwilach wyboru muszą decydować wyższe racje.
Jeżeli ktoś sądzi, że porównanie naszej obecnej sytuacji do powojennych Włoch jest nietrafne, bo przecież tak wiele się zmieniło, unowocześniło etc., grubo się myli. Pamiętajmy, że okrucieństwo ma różne oblicza, jeszcze więcej ich ma bezbożnictwo. Jakimże strasznym okrucieństwem jest np. pozbawianie dzieci rodziców i przekazywanie ich dewiantom seksualnym! W imię czego to ma być czynione? Przekazanie maleńkiej, bezbronnej istoty dwóm lesbijkom lub dwóm pederastom ma być dowodem równości społecznej?! Cóż za chore wyobraźnie podpowiadają takie pomysły, cóż za przeżarta rakiem logika… I tu pytanie: czy sama nasza siła moralna, nasza wiara ochroni wszystkie te dzieciątka? Wiemy, że nie. Czyż zatem nie jest naszym obowiązkiem chrześcijańskim sprzymierzać się z tą siłą polityczną, która bez wahania mówi „nie” takim praktykom? Czyż nie na tym m.in. polega nasza siła moralna, że umiemy dokonać właściwego wyboru także politycznego?
Nie chodzi zresztą tylko o adopcje dzieciątek przez osobników, którzy nie są w stanie pohamować swej nienaturalnej chuci. Oni chcą również zabijać. Nie kryją tego. Rzucają się z nożami na księży przy ołtarzach. Lżą nas. Pod pozorem walki o tolerancję chcą przejąć władzę i sadzać do więzień takich jak my. A więc co, mamy czekać aż to się stanie naprawdę, żeby dopiero wtedy reagować?

 


Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum